Strony

sobota, 26 maja 2012

Ona pijana a ja świnia

Była impreza.

Zmieniły mi się warunki lokalowe. Do mojego mieszkania (a mam dość spore mieszkanie) wprowadził się mój brat z przyszłą żoną i córeczką Mariettą. Jest kilka powodów:

  • to rodzina a brat potrzebował pomocy bo miał perspektywę mieszkać z naszym rodzicem albo z teściową, a rodzinie się pomaga
  • odchodzę od zmysłów w dużym pustym mieszkaniu
  • dają kasę - a kasa zawsze się przyda
Zrobiliśmy imprezkę, przyszła żona brata zaprosiła koleżanki i z jedną z nich wylądowałem w łóżku. Jest starsza ode mnie i bardziej pomarszczona. Jest niska i ma duże piersi. Ona duży wypiła w bardzo szybkim tempie, ja wypiłem też swoje i zapaliłem trawkę. Ot! Dobra impreza. 

Przed imprezą przyszła żona mojego brata mówi mi: "Słuchaj Krzysztof musisz wiedzieć że Justynka jest trochę zwariowana. Z resztą sam zobaczysz i się przekonasz" Na moje pytanie czy jest wolna (ostatnio otwarcie i często zadaje to pytanie w różnych sytuacjach - polecam) po chwili zastanowienia padła odpowiedź "Tak - chyba tak. Nawet kogoś szuka"

Justynka od samego początku "coś tam, coś tam" w sposób który zauważyli wszyscy uczestnicy zabawy. Ja jako ostatni dopiero w momencie kiedy przerwała wypowiedź mojego brata o koncercie rockowym słowami "Krzysztof - masz plany na jutrzejszy wieczór?" a po mojej odpowiedzi rzekła "No to już masz". W tym czasie całe towarzystwo zdumione najpierw faktem, że nagle z czapy zmieniła temat, potem moją reakcją a potem całą tą sytuacją. Wtedy jeszcze utrzymywała coś co ludzie nazywają rezon (czymkolwiek jest). Potem jej ruchy stały się nieskoordynowane, słowa często niezrozumiałe. Cały czas przemieszczała się za mną, zagadywała i... jakkolwiek głupio to nie brzmi - dotykała. A to ręka na kolanie, a to na ramieniu. Dziwne? Trochę tak - nie jestem przyzwyczajony do takiego zachowania kobiet. Z drugiej strony to jeszcze nie jest dziwne. Kiedy chciała się całować a równocześnie nie chciała, to było dziwne. Kiedy chciała mnie dotykać a równocześnie nie chciała, to było dziwne. Potem poczuła się "słabo" i jakoś znalazła się w moim pokoju. To jedna z tych osób, która chodzi na imprezy i planuje jak wróci. A potem było jeszcze dziwniej. Chciała spać w jednym łóżku i nie chciała równocześnie. Chciała się tulić i nie równocześnie. Chciała się całować i nie równocześnie. 

Całuje ją, tulę, delikatnie gryzę w szyję, wsuwam rękę pod bluzkę. Podoba jej się to, gryzie mnie w wargę, łapczywie obejmuje jakby chciała pochłonąć... a potem nagle zdziwiona patrzy na mnie, powstrzymuje ręką jakby chciała powiedzieć "co ja do cholery robię?!" tylko po to aby znowu z siłą zatopić swoje pulchne usta w moich. 

Dziwna.

Ostatecznie nie spaliśmy ze sobą w sposób potoczny rozumienia tego sformułowania (chyba coś z gramatyką spartoliłem). Ale wiecie to - odhaczam Justynkę jako zaliczoną. Wybaczcie to słownictwo. To nie żaden ranking czy wyścigi. Celowo użyłem chamsko samczego "zaliczona" aby podkreślić powody odhaczenia. 

A powód jest jeden i jest dość oczywisty. Bo nie chodzi mi tylko o seks. Olśniło mnie kiedy po prostu dobrze się czułem tuląc do pijanej kobiety tamtej nocy. To sprawia mi ogromną przyjemność. Prawda, że mój penis chwilami naprężał się pod spodniami do granic możliwości i przywodził mi na myśl kolumnę z granitu, ale seks nie był tutaj najważniejszy i nie był (nadal nie jest) ostatecznym celem. Chodzi mi o intymność o całowanie, mruczenie, ślinienie, patrzenie z bliska, łaskotanie rzęsami i zapach kryjący się w zgięciu za uszami. Oczywiście chodzi mi też o seks ale to tylko jedna z rzeczy. Więc - Justynka (czy tego chce czy nie) jest dziewczyną z którą byłem. 

Następnego dnia byliśmy w teatrze i kawiarni. Potem odwiozłem ją po drodze przyznając się, że nie interesuje mnie stały związek. Nie przeraziła się, nie zdziwiła się ba! Zapytała czego zatem szukam. I czy tylko seks mnie interesuje. Odpowiedziałem zgodnie z prawdo że... nie wiem. Powiedziałem że podobało mi się afterparty (jej tez), Wyczułem jedynie że nie za bardzo jej się spodobała moja wypowiedź. Gdzieś tam wplotła, że "to nie jest tak że chciałabym się rzucić na Ciebie i zadrzeć ubranie... i.... w ogóle... hi hi" czy jakoś tak. Czy to oznacza, że chce? Och... to takie skomplikowane. Jakby ktoś wszedł do jej głowy to już by chyba nigdy nie wyszedł bo by nie trafił do wyjścia. "Chciałabym Cię zaprosić do siebie ale wiem, że nie powinnam.... Wejdziesz?" Ostatecznie ustaliliśmy że nawet z auta nie wyjdę. Słuchałem jak oddalają się jej kroki. Pomyślałem, że skoro jej nie odprowadzam to chociaż poczekam, aż wejdzie do kamienicy. Tak na wszelki wypadek co by się jej nic nie stało. A potem słuchałem odgłosów zbliżających się korków. "Idziesz?" no i poszedłem. 

I to było by ciekawe zakończenie wieczoru. Kamera unosi się w górę kiedy dwie sylwetki trzymając się za ręce znikają w kamienicy. Zaparkowane auto, morka ulica, kasztany i światło w sypialni. A potem gwiazdy i księżyc. Romantycznej, filmowej sceny nie było. Justynka chciała i nie chciała. Zrobiła herbatę,  pogadaliśmy o życiu. Pocałowałem ją na do widzenia i pojechałem do domu. 

Tydzień później dostałem SMS z pytaniem czy mam czas. Nie miałem i to napisałem. Byłem wtedy z Olą. Wczoraj to za zapytałem co robi w sobotę i za paręnaście godzin się z nią widzę. Będziemy tańczyć szalony i zakręcony układ chęci i rozmyślań.

PS: czy ja wykorzystałem Justynę na tej impresie? Czy położyłem się do łóżka i macałem pijaną kobietę która nie do końca wiedziała co robi? Tak. Zrobiłem to. Jestem świnia. 

niedziela, 13 maja 2012

Dała mi kosza

Dostałem kosza. Dopiero teraz, w wieku 30 lat, po długim i prawdziwym związku z jedną kobietą, po burzliwych kilku miesiącach spotykania się z różnymi dziewczynami dowiedziałem się co to znaczy dostać kosza.
Nigdy wcześniej nie dostałem. Za czasów szkolnictwa byłem nieśmiały. Jak już pokonałem nieśmiałość to poznałem Martę i przepierdziałem z nią 10 lat, rozstałem pół roku temu. A dzisiaj dostałem kosza.
Pisałem o mojej starej koleżance Asi. ładna, drobna, pracowita, zaradna, mądra, przedsiębiorcza +fajne zainteresowania. Pomagałem jej w przeprowadzce. Zostawiłem jej kilka przydatnych rzeczy. Kiedy się już ogarnęła przyjechała je oddać. Nie może zostać ale zrobiłem jej herbatę. Usiadła. Gadu gadu i jak tylko nadarzyła się okazja walnąłem: "Bo wiesz, podobasz mi się i chciałbym Cię jeszcze bardziej poznać", Spina, lęk w oczach. Wydukała że coś tam jeszcze nie otrząsnęła się po swoim byłym chłopaku. Uwierzyłem i po tygodniu zaprosiłem na kawę. Pracuje. Potem zaprosiłem do Teatru bo akurat miałem bilety. Wyjazd służbowy. Ostatnio wysłałem jej SMS - odpisała ale zdawkowo i ultra lakonicznie. Dzisiaj zaprosiłem ją do kina. Zapytała jak odbiorę jej zgodę. Powiedziałem, że są dwa wyjścia. W pierwszym uznałbym się za farciarzem (w sensie że taka fajna dziewczyna chce się ze mną umówić). A w drugim, że po prostu bardzo chce iść na film który wybrałem. Okazało się, że ona myślała o tym drugim. Jeszcze tylko kilka pytań i boom!
Widzisz.. jakby to ująć. nie sądze, żebym między nami cokolwiek było. wiec moje pojscie do kina z Toba dawałoby Ci złudną nadzieje, że cos może jednak być... To było wstrząsające przeżycie dla mnie.

Naprawdę zależało mi na Asi. Co prawda tak jest lepiej. Oczywiste jest że nie będę się wszystkim podobać. Ba! Zdziwiony jestem że w ogóle się komuś podobam. Nie żałuje wyjścia do kina, randki czy pomocy przy przeprowadzce. Żałuje jednak, że nie będę miał okazji poznać Asię bliżej, lepiej, bardziej.... w tym również intymnie.