Strony

poniedziałek, 27 lutego 2012

Krwawa łaźnia - czyli seks podczas okresu

Ola o której pisałem w poprzednim poście przyjechała. W zasadzie to całość można wyjaśnić dość jasno i wszystko rozbija się o nieśmiałość. Ja jestem nieśmiały i Ola też jest nieśmiała. Potrafimy prowokować i powodować pewne sytuacje ale kiedy trzeba wykonać ruch to... brakuje pary.

Ja to porównuje do szachów bo dokładnie mam taki sam problem z tą grą. Nieśmiałość. Potrafię (ponoć) bardzo dobrze rozeznać się w sytuacji, poznać plany przeciwnika, sprowokować bardzo korzystną sytuację dla mnie, zbić pionka czy skosić ważną figurę oraz zniweczyć plany przeciwnika. Ba! Potrafię odsłonić króla  i zmusić przeciwnika do defensywy. Potrafię szachować. Ale nie potrafię zadać mata. I właśnie tego nam brakowało - aby zadać partnerowi mata.

W piątek późno w nocy Ola przyjechała na dworzec. Miałem auto więc przywiozłem ją do mnie. Było już bardzo późno ale nie przeszkodziło nam to nalać sobie wina i rozmawiać o... nie wiem o czym. O jakiś pierdołach. Godzinę, dwie, trzy... Wstał nowy dzień i było całkiem jasno kiedy poczuliśmy, że czas iść spać. Chwila!... pewnie ktoś z was zapyta... więc Mint nie wykonałeś żadnego ruchu? Ano nie. Po pierwsze jestem nieśmiały a po drugie ona jakoś tak usiadła że między mną a nią były jej nogi. Trudno było skrócić dystans. Dziewczyny - kiedy będziecie w takiej sytuacji sygnałem dla faceta, zachętą do działania może być wasza pozycja ciała przy której wystarczy, że on się pochyli i dosięgnie waszych ust.
Pamiętajcie, że nie znałem (teraz są dla mnie oczywiste - ale wtedy nie było to takie jasne) jakie były intencje Oli. Możliwe, że chciała odwiedzić kolegę, pograć w go albo szachy i iść na spacer. A w tamtej pozycji równie łatwo mogła by mnie kopnąć w jaja.

Kiedy padło hasło spanie (miałem przygotowane osobne łóżka w osobnych pokojach) kręciliśmy się jak para kretynów. Ja niby jeszcze coś tam sprzątam. Ona niby podziwia widoki za oknem. Teraz wiem że romantycznie czekała aż zajdę od tyłu i położę moje ręce na jej ramionach. Ale ja stanąłem obok z pytaniem "na co patrzysz?". W końcu doznałem olśnienia. Napięcie między nami było wyczuwalne. Ola dostała ręcznik, pościel, budzik.... walnąłem "Czy chciała byś coś jeszcze? Buziaka na dobranoc?" Plan był dobry. Wiecie - to miało sprowokować kolejną sytuację, niby buziak, trochę za długi, ręka przy szyi, spojrzenie w oczy... sprowokował śmiech. Całe napięcie między nami pękło i rozlało się po mieszkaniu w rytm chichotu Oli. Zrezygnowany zrobiłem krok w bok, ona potrzymała mnie ręką. Przytuliłem ją, ona odwzajemniła i całowaliśmy się. A potem hyc do łóżka.

Ola jest niska. I jest blondynką. Zawsze podobały mi się niskie blondynki. (Moja ex to wysoka brunetka) Była bardzo ruchliwa i żywiołowa jak królik. Jej aktywność aż mnie onieśmielała przez chwilę. Momentami agresywna, drapała mnie i wykonywała mocne i zadziwiająco silne jak na jej drobną budowę ruchy biodrami. Normalnie jakby chciała mi przywalić swoim wzgórkiem łonowym. Bardzo kochliwa, bardzo tuląca i bardzo zatracająca się rozkoszy. Ale ja uwielbiam kiedy kobieta traci świadomość, odpływa i nie kontroluje się. Rozkosz kobiety jest dla mnie najlepszym afrodyzjakiem. Niestety tego dnia nie było mi dane odwiedzić jej wąskiej szparki ukrytej pod czuprynką blond włosków łonowych. Ola miała okres.

Dlaczego kobiety... nie, inaczej. Dlaczego w naszej kulturze uważa się "okres" za coś wstydliwego i obrzydliwego. Ok - są pewne zdrowotne kwestie o które trzeba zadbać (gumka od samego początku i dbałość o higienę) bo organizm kobiety jest osłabiony okresem, pochwa jest otwartą furtką dla drobnoustrojów, krew jest dobrą pożywką dla świństw. Ale jak o to zadbasz to w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie. No... może poza średniowiecznymi zabobonami. To kulturowo nauczono nas krzywić się na pomysł seksu podczas miesiączki. Zdecydowana większość osób mówi, że to obrzydliwe, niesmaczne i wstydliwe. Co do "niesmaczne" to nie sprawdzałem ale cała reszta jakoś nie zrobiła na mnie spodziewanego wrażenia.
Ola miała mieć ostatni dzień okresu za sobą ale jakoś jej się przedłużył. Pierwszy "seks" zrobiliśmy w rzeczach. Było super! Serio! Kiedy w zasadzie okres się skończył przeszliśmy do konkretów. Po fakcie na gumce zobaczyłem krew i przez chwilę myślałem że to moja. Całe szczęście nie. Ola nie zwróciła uwagi. Trochę zaniedbała higieny... może powinien jej powiedzieć? Potem był jeszcze raz po którym długo się obejmowaliśmy. Zakrwawiła mi nogę. Zrobiła się bardziej czerwona niż moja noga. Zbyłem ją żarcikiem co chyba zadziałało bo przestała się tak wstydzić. Próbowała przepraszać z zażenowania ale to też zbyłem sarkastyczną uwagą. Chyba zrozumiała bo odpuściła temat i po prostu poszła ze mną pod prysznic. Potem był jeszcze raz  i znowu nieco krwi.

Podchodzę to całego tematu chyba normalnie. Ani mnie to nie specjalnie bardziej podnieca, ani nie odpycha. Ot... kolejna substancja związana z seksem.

PS: Po tym weekendzie moja sypialnia wygląda jakbym tam kogoś zamordował. Pościele i prześcieradło do prania.

czwartek, 23 lutego 2012

Weekend z obcą

Ola a właściwie Aleksandra przyjedzie do mnie na weekend.
Pisałem o tym jak się poznaliśmy z Olą.

Mam na tym blogu taką kategorię "Jak umówić się na randkę". Chciałem tam pisać o tym co się sprawdza w rozmowie z dziewczynami a co nie. Ale Olę poznałem w tak przedziwnej sytuacji i mam to ogromne poczucie że ja nic nie zrobiłem, że tym bardziej zastanawia mnie dlaczego ona do mnie dzwoni i po co mi ta kategoria skoro ja nic nie robiąc przyciągam takie panienki. 

Może chodzi o to, że Młoda mnie napastowała przy tej wódce co piliśmy. Może po prostu zna mnie jako hobbystę (na targi zostałem zaproszony jako gość). Może znajomi zadziałali albo po prostu... też zakładam taką możliwość... wydałem jej się atrakcyjny od samego początku. Ot tak. Po prostu. Stoję, mówię, gestykuluje i jestem atrakcyjny. Mózg rozjebany.

Korporacyjna Osa
To idealne określenie Oli. Niska piękna blondynka która nie wygląda na swoje 29lat. Dzwoni do mnie codziennie i gada o głupotach jakbyśmy byli starymi kumplami. Jest wulgarna i bezpośrednia. Cyniczna i ironiczna. Mówi szczerze i otwarcie. Swobodnie mówi o cyckach, pornosach, seksie. Wie kim jest Sheldon Cooper i  Tuvix. Jest naprawdę piękna i ma na pewno powodzenie. 

Pewnie zastanawia was jak to się stało że spędzi ze mną weekend. Ja taż. Co zrobiłem, co powiedziałem, jak zagrałem. Nie wiem. Nawet się nad tym nie zastanawiam. Po prostu cieszę się, że przeniosła swoje szkolenie z Gdańska do Poznania. Czy będzie seks... nie mam pojęcia. W tym rzecz. Nie rozmawialiśmy o tym. Nie całowaliśmy się. Ba! Nie trzymałem jej nawet za rękę. Nie mówiliśmy sobie czułych słów i nie okazaliśmy wprost, że jesteśmy zainteresowani drugą stroną. Wszystko było "powiedziane" poprzez wspólne spędzanie czasu, spojrzenia i... kuźwa nie wiem... instynkt chyba.  Feromony. 

Jestem pragmatykiem, sangwinikiem i lubię rozumieć rzeczy. Tego nie rozumiem nic a nic. Prze telefon powiedziałem jej, że jestem nią zainteresowany. Ona przeniosła tą rozmowę na 4 oczy. 

Podsumowując: jutro przyjedzie do mnie zupełnie obca kobieta często mówiąca o seksie na cały weekend. 

PS: jestem na diecie od tygodnia. Schudłem 5kg.

wtorek, 21 lutego 2012

Exekucja

Stosunki z ex mogą być różne. Wiem to. Ola opisana w poprzednim poście jest po rozwodzie i opowiadała mi o swoich przejściach i o tym co by mu zrobiła gdyby go spotkała. Jak bardzo można znienawidzić osobe którą się przecież kochało. Zadziwiające.

Kiedy piszę te słowa M śpi w łóżku w pokoju obok. Pamiętam jak kupowaliśmy to łóżko razem. Fenomenalna przecena w IKEA. O nie nie - to nie tak jak myślicie. M śpi bo jest zmęczona. Pracowaliśmy do późna nad pewnym projektem. Pojawiły się problemy z którymi dopiero co sobie poradziłem (jest 2ga w nocy). Jutro rano gotowe materiały musza trafić do klienta. M wstaje zwykle o 5rano więc nie było sensu aby jechała godzinę do siebie a potem godzinę do mnie.

Serio! Pracowaliśmy. Zupełnie jak jeszcze kilka miesięcy temu siedzieliśmy przy kompach i jak poszedłem robić herbatę (uwielbiam rumianek) pytałem się czy jej też nie zrobić. Ona opowiadała o swoich pierdołach i śmiała się z moich żartów. W pewnym sensie w niezdrowy sposób zainteresowana jest moimi doświadczeniami erotycznymi. Wie jakie to ważne dla mnie ale jakoś źle się czuje otwarcie z nią o tym rozmawiać.

Są 2 powody:
  • miałem sen w którym zły, w gniewie rzuciłem M pękiem kluczy prosto w twarz; ona z uśmiechem i będąc bardzo miłą przytuliła mnie mówić coś w stylu "taki jesteś? to czujesz? to jest prawdziwe? jesteś pewny?"; pod wpływem jaj delikatnego dotyku, zapachu jej ciała, perfum które tak dobrze znam, ruchu ręką po głowie dokładnie tak jak lubię i cieple jej skóry który tak cudownie mnie grzeje rozpłakałem się; oczywiście że taki nie jestem. Kocham ją. 
  • w życiu nigdy niczego nie żałowałem. Mam takie powiedzenie "czasami wygrywamy, a czasami się uczymy". Ta filozofia podpowiada że na swój związek musiałbym spojrzeć jak na wartościową przygodę z której wyciągnąłem sporo dobrego, co sprawiło że jestem lepszym człowiekiem i dobrze spędziłem 1/3 swojego życia. W życiu żałuje tylko jednej. Tylko tej jednej jedynej rzeczy żałuję - że poznałem M. Że przepierdoliłem... wróć, źle dobrany epitet (zakrawa na ironię). Że zmarnowałem 10 lat. Kurwa! Jak ja bardzo chciałbym cofnąć czas. Mój ojciec zginął, zawaliłem studia, całowałem się z facetem, zmarnowałem znakomitą szanse biznesową, przytyłem... nic to. Niech będzie. Zdarza się. Nauczyłem się i dowiedziałem sporo z tych wydarzeń. Niech będą. Nie chce ich cofać. Ona mnie stworzyły. Ale tych 10 lat z M nie mogę odżałować. Tyle czasu z seksem raz w miesiącu, bez alkoholu, sami w mieszkaniu oglądając seriale. 
Powiedziałem M o tym drugim. Widziałem jak bardzo ją to zabolało. Ona powtarzała kilkakrotnie o tym że dużo sobie daliśmy. Zadałem jej więc pytanie co ja dostałem bo jakoś nie czuje się bogatszy w cokolwiek. Ba! Czuje się podwójnie wyruchany. Ani nic nie dostałem ani sam sobie nie poruchałem.

Poprosiłem o listę (taki pragmatyk ze mnie). Oto co otrzymałem.

Co sobie daliśmy wzajemnie:

  • bycie dobrym w łóżku - zacznę od tego, co może najbardziej Cię boli, ale uważam, że to ważne, pamiętaj, że gdy zaczynałeś ze mną chodzić Twoje doświadczenie w tej materii było zerowe, a ja miałam same złe doświadczenia - fakt, że kolejne osoby oceniają nas jako dobrych i bardzo dobrych w łóżku pokazuje, że sporo się razem i od siebie nauczyliśmy. Mimo iż wydaje się, że w ostatnim okresie nasze życie erotyczne było mniej ciekawe, nie zmienia to faktu, ze wszystko co robimy teraz - nauczyliśmy się tego w ciągu ostatnich 10 lat
  • zwiększenie poczucia własnej wartości - pamiętam, jak na początku naszego związku cała Twoja rodzina Cię upupiała jako "Mintuś", wmawiała Ci, że jesteś fajtłapą i do tego jeszcze chorym, pamiętam też, że strasznie mi się to nie podobało i walczyłam z tym. To była walka przede wszystkim z Twoim poczuciem własnej wartości i bycia osobą, która jest w stanie zrobić coś wartościowego. Jeśli chodzi o choroby, to powiedziałam Ci kiedyś, że masz przestać się na tym koncentrować i przestałeś, zmieniając tożsamość na "osobę zdrową", jeśli chodzi o bycie fajtłapą to w momencie, gdy aktywnie zaangażowałeś się w firmę i zacząłeś w niej pracować, a już w ogóle gdy podzieliliśmy się obowiązkami i wziąłeś odpowiedzialność z Kluczowego Klienta - wtedy zacząłeś budować swoje poczucie wartości na Twojej sile sprawczej. W tym czasie zająłeś się też rozwijaniem bloga i Tworzeniem własnych wspaniałych rzeczy. Jeśli chodzi o mnie to na początku byłam zakompleksiona i mówiłam o sobie źle, tego mnie oduczyłeś i za to Ci jestem naprawdę wdzięczna. Poprzez zmianę mojego mówienia o sobie też zmieniłam tożsamość i już teraz rzadko mi się zdarza ujeżdżać na sobie.
  • realizację ideału o możliwości stworzenia dobrego związku i wspaniałej miłości - wg mnie udało nam się na jakiś czas stworzyć dobry związek, a na pewno łączyła nas wspaniała miłość. Pisząc to czuje wielki żal, że to się już skończyło i że nie potrafiliśmy tego rozwinąć do formy, która by nas oboje usatysfakcjonowała w dłuższej perspektywie czasu, ale byłabym bardzo nieuczciwa przekreślając to wszystko teraz tylko po to, żeby zracjonalizować swoją decyzję. Owszem musiałam to zrobić na chwilę, żeby móc podjąć męską decyzję, ale w tej chwili to nie ma już znaczenia. Uczciwość to najlepsza i najbardziej potrzebna rzecz, która pozwoli się czegoś nauczyć i docenić życie.
  • wspólne gotowanie - cudowna i doskonała forma spędzania czasu
  • wspólne wyjazdy, kursy tańca, tango i spacery - wiem i widzę, że spędziliśmy ze sobą mnóstwo fantastycznego i budującego czasu
  • rozmowy o życiu - odkrywanie go, znajdowanie ważnych elementów, głębokie rozumienie i nie pieprzenie o pierdołach - to jest niewątpliwie wspaniała rzecz
  • wspólna firma - żadne z nas nie dałoby rady w pojedynkę założyć firmy i jej utrzymać, przynajmniej przez pierwszy okres czasu. Ja potrzebowałam decyzji, a Ty lokomotywy. Żyliśmy z naszej firmy dobrze przez jakiś czas.
  • przyjaźń - była tak dobra, silna i zbudowana na solidnych podstawach, że ja się do tej pory czuję Twoją przyjaciółką i zależy mi, żeby tak zostało, jeśli oczywiście zechcesz
  • wielostronne patrzenie na rzeczywistość - którą mogliśmy wspólnie zawsze skonsultować czy dotyczyło to firmy czy życia prywatnego
  • możliwość wprowadzania w życie śmiałych pomysłów - powtórzę jeszcze raz: nasza wspólna droga zrobiła z nas odważnych ludzi w pojedynkę, na samym początku żadne z nas nie byłoby w stanie działać samemu
Ja otrzymałam od Ciebie:
  • odwagę - żeby zmieniać siebie i szukać lepszej drogi życiowej, dzięki Tobie uwierzyłam, że bycie w związku może być fantastyczne, dobre i rozwijające - wiesz, gdybym słuchała co mówi moja mama to moje życie byłoby pasmem porażek
  • tabelki - i analityczne podejście do życia i świata, mimo iż trochę teraz od tego odeszłam - to znaczy dopuściłam do siebie swoje emocje i dużą dawkę intuicji to nigdy nie zrezygnuję z analiz i rozrysowania sobie różnych spraw, to bardzo pomaga mi myśleć
Ty otrzymałeś ode mnie:
  • dobry wizerunek jako faceta - to jak się dziś ubierasz i jak wyglądasz wynika z mojej chęci, abyś był odbierany przez innych w lepszy sposób, niż to było na początku, to co było dobre we Lwówku i na studiach, nie sprawdzało się, gdy prowadziliśmy agencję modelek czy reklamową - bardzo mi zależało, żeby ludzie Cię dobrze odbierali.
  • Podbudowanie własnego ego, że zasługujesz na wspaniałą dziewczynę - nie wiem czy pamiętasz jak mówiłeś, że "nigdy nie przypuszczałeś, że będziesz z tak fajną osobą jak ja, atrakcyjną i inteligentną, za którą obracają się wszyscy faceci" Ja to pamiętam. Dzięki temu teraz celujesz znacznie wyżej i być może dlatego nie zadowalają Cię relacje z osobami, z którymi spotkałeś się przez ostatni czas.
Radzę Ci zmienić perspektywę patrzenia na życie oraz na nasz związek. Możesz na tej bazie zbudować coś naprawdę wspaniałego odejmując tylko to, co się po prostu nie udało. Myślę, że byliśmy blisko ideału.

Podsumowując za to Ci jestem wdzięczna:
  • wspaniałą miłość
  • zwiększenie mojego poczucia własnej wartości
  • bycie bardzo dobrą w łóżku
  • zmiana patrzenia na rzeczywistość - stanie się optymistką lub szukanie tylko pozytywów
  • wspólne gotowanie
  • analityczne podejście do świata
  • wielostronne spoglądanie na rzeczywistość
  • możliwość wprowadzania w życie śmiałych pomysłów
  • przyjaźń
  • wspólną firmę
  • odwagę
  • mega-hiper zwielokrotnienie spektrum spoglądania na rzeczywistość i widzenia różnych spraw
  • wspólnie spędzony czas - było wspaniale
  • za to podsumowanie 
Gdy już nie jesteśmy w związku i zostało to co dobre, jeszcze lepiej widzę jak wielką to miało wartość.

Dziękuję Ci
M



Dzisiaj ten mail to jedna wielka sterta kupy. Są tam wartościowe rzeczy które się przebijają ale wywołuje to we mnie bardziej żal i smutek. Jestem jednak na tyle mądry aby nie przywiązywać się do tej myśli za bardzo. Publikuje tutaj ten mail aby w przyszłości do niego wrócić. Wracać co jakiś czas. Może kiedyś przestaną żałować.

Warszawanication

To chyba tak działa. Jedziesz na kilka dni w nowe środowiska z osobami które tylko trochę znasz, na coś w rodzaju targów i jak dodasz do tego alkohol oraz dziewczynę która się w tobie zakochuje a ty w niej nie to masz kolejny ciekawy odcinek.

Alkohol
Nie piłem 10 lat. Moja ex była przewrażliwiona a ja nie potrzebowałem. Jako nastolatek piłem dużo, zacząłem wcześnie i robiłem szalone rzeczy. Ale potem "dorosłem". A teraz... nie wiem. Z podrywaniem radzę sobie jak nastolatek więc i piję jak jeden. Okazało się że te 10lat nie tylko nie spowodowały że zapomniałem jak się to robi co nawet chyba lepiej to na mnie działa. Mogę wypić dużo. Zachowuje sporo ze swojego rozumu a rano nie mam kaca.

Zjazd / Targi
Nie mogę podać szczegółów aby zachować anonimowość. Impreza na paręset osób, które raczej się nie znają.   Niech będzie, że targi modelarstwa. Miałem tam sporo spraw do załatwienia. Między innymi omówić sprawy wyjazdy na inne targi w innym mieście z organizatorem. Organizatorem okazała się Ola.
Na targi przyjechałem dzień wcześniej i nocowałem u koleżanki. Bez domysłów - koleżanka jest zajęta, zainteresowana kimś innym i na pewno między nami nic by nie było. Ma mieszkanie w którym mieszka sama. Oprócz mnie pojechała jeszcze Młoda.

Młoda
Z Młodą mamy te same zainteresowania więc wspólny wyjazd na Targi był dość oczywisty. Ostatnio na blogu zastanawiałem się co z nią począć. Ostatecznie ustaliliśmy, że będziemy kolegami o wspólnym zainteresowaniu i nic więcej. Wspólnie na to przystaliśmy. Ja nie miałem serca do związku. A ona rozumiała, że decyzja jest słuszna. Serce, ciało i rozum - trzy składniki. Alkohol odebrał rozum Młodej i zostało serce i ciało.

Ola
Targi zaczynały się w niedzielę a ja przyjechałem wcześniej. Ola się pomyliła w w sobotę zadzwoniła z pytaniem czy już jestem. Jak jej wyjaśniłem, że jestem u znajomej i imprezuje to powiedziała "Aha" w którym zawarła "A to ciekawe. Chętnie bym wpadła gdybyś tylko mnie zaprosił". Zrobiłem to i pojawiła się z wódką. I jest to niezwykłe o tyle że wcześniej wymieniliśmy profesjonalne informacje na Facebooku. Nasze spotkanie miało być stricte profesjonalne. Miało być.

Impreza
Zrobiła się impreza z duża ilością alkoholu, śmiechu i podtekstów seksualnych. Ostatecznie wylądowałem sytuacji przy stole, z Młodą po mojej lewej stronie i Olą po drugiej. Gospodarze poszli spać. Młoda traci kontrolę nad rozumem i kieruje się sercem i ciałem. Na początku przypadkowy dotyk a potem bardziej dosłowny. Kiedy Ola poszła po kolejną połówkę Młoda całowała się ze mną. A Ola? Nie znam się na kobietach - o cholera jak ja bardzo nie znam się na kobietach.

Ola
Niska blondynka z seksownymi okularami. Ubrana w obcisłą sukienkę wyglądała jak pracownik korporacji.  Jak seksowna sekretarka. Trochę zniszczona skóra i wąskie usta. Zdecydowanie nie wygląda na swoje 28lat. Dałbym jej najwyżej 24. Mam małe piersi i mały ale wyraźnie zarysowany brzuszek.  Lubi przeklinać.

Wieczór
O 4 rano idziemy spać. Młoda pijana chce kłaść się ze mną. Ola to widzi. Ja nie chce i skutecznie opieram się (no... bez przesady, całowanie i tulenie było miłe). Długo lawirowaliśmy ktoś z kim i gdzie ma się kłaść. Ola chciała odstąpić łózko mi i Młodej. Ostatecznie... wylądowaliśmy w trójkę na rozkładanej kanapie. Młoda przyklejona do mnie. Ja wpatrzony w Olę.

---
Ok. Dla was to może nic wielkiego. Ot. Popili i położyli się spać. Dla mnie to sensacja. Mam za sobą 10 lat przykładnego, spokojnego, nudnego, bez sensacji i bez zdrady związku.
Następnego dnia na targach w towarzystwie obu pań spotkałem kumpla. On nic nie wiedział, nic nie widział a po prostu zerknął na mnie, Młodą i Olę i spojrzał na mnie wzrokiem "Stary? WTF? Dwie laski na raz?"

środa, 15 lutego 2012

Jak zerwać z nastolatką?

Młoda ma 19 lat. Ja mam 30.
Możecie poczytać o naszych wcześniejszych przygodach tutaj:

Wybaczcie za brak kontaktu. Wcześniej toczyły się rozmowy i to był mail podsumowujący. Generalnie Młoda zaczęła się zakochiwać. Wspominać o wyłączności i o zmianie statusu na FB. Oto co napisałem:

Niestety nic nie czuję. Jest mi dobrze i jest mi przyjemnie. Ale nie czuje nic "w sercu"
Darze Cię ogromną sympatią i porządaniem. Pragnę twojej bliskości i ciepła.
Związek to dla mnie 3 miłości. Mózgiem, sercem i ciałem. Mój mózg i ciało jest na tak. Serce... milczy.

Ale muszę też być szczery wobec Ciebie zanim sprawy pójdą za daleko.

Nie czuje tego związku z wielu powodów.

  • związek na odległość - nie wierzę w związki na odległość a nas dzieli dość duża. Nie fizyczna bo mieszkamy relatywnie blisko. Chodzi o odległość wieku. 
  • inni - zdałem sobie sprawę, że nie chcę "zmieniać statusu na facebooku" i nie chcę aby moja rodzina dowiedziała się o 19tolatce; nie chce na konwencie się z Tobą obściskiwać i mówić ludziom, że jesteśmy razem
  • mamy skrajnie odmienne poglądy
  • zupełnie co innego jemy
  • mamy różne temperamnty - ty jesteś żywiołowa, energiczna, z werwą a ja spokojny, opanowany i z flegmą
Widzę jak rozwijałby się ten związek. Na początku super. Być może nocowałabyś u mnie. Dodatkowe spotkania. wspólne obiadki. Granie w planszówki i sesje rpg.
Z takimi poglądami nie za bardzo sobie pogadamy, nie przekonamy się do swoich razi i żeby nie było spin skupimy się ina innych rzeczach. W końcu też wkurzy Cię mój strach przed opinią innych i będziesz miała tego dosyć. Pozostanie nam tylko seks. A samego seksu ani ty i ani ja nie chcemy.
Możemy się umówić na wyłączność ale skoro ja nic nie czuje to i tak zacznę się rozglądać.

Tym samym podczytuje to co już wcześniej było powiedziane. To się nie uda. I poprzednio stwierdziliśmy "spróbować nie zaszkodzi" a nóż.
Nie była to żadna wielka próba ale mi wystarczy.
Nie mogę być z kimś jeśli nie czuje do niego nic sercem. To jest oszukiwanie siebie i tej drugiej osoby.

Co mnie w Tobie pociąga:

Mózg:
  • jesteś mądra - łączysz wiedzę wyciągniętą z rodziny z własnymi doświadczeniami, czasami masz problem aby słuchać i fakt że nie wysławiasz się jasno sugeruje że w głowie też czasami masz mętlik dodaje Ci tylko uroku. Byłabyś dla mnie wyzwaniem intelektualnym. Chętnie pokazałbym Ci jak ja widzę świat. 
  • jesteś czuła - wyczuwasz wrażliwość nie tylko na ciele. Delikatnie podchodzisz do człowieka podczas rozmowy. 
  • dajesz - wolisz dawać niż odbierać. To cecha osób z niskim poczuciem wartości ale przy okazji ty masz co dać i potrafisz to robić. uczynna, solidna, chętna - sam mód.
  • lubisz ludzi, pozytywnie nastawiona do świata
  • nie ma w tobie kwasu, nagromadzonej złości, nienawiści, gnuśności, żalu i zła. 

Ciało
  • najlepszy seks w moim życiu - jak robisz ustami.... właśnie się podnieciłem.
  • piękne ciało - kocham Twoje ciało
  • gładka cera
  • miękkość
  • smak - nie śmiej się. To ważne aby druga osoba dobrze smakowała (tam też) i ładnie pachniała. 
Serce
  • brak danych - narząd nie funkcjonuje prawidłowo

Będąc razem sobie tylko krzywdę zrobimy. Na pewno będzie nam miło ale koniec nie będzie dobry. Tak jak było do tej pory jest dobrze. Mi było dobrze i sama mówiłaś że Tobie też było ok. Więc zatrzymajmy to w tym miejscu.
Wierzę w to co napisałem. Poznaliśmy się. Sprawdziliśmy na różnych poziomach. Przetestowaliśmy. Nie pasujemy w wielu kwestiach. Głównie poglądy. najbardziej obrzydliwe jest to że nie chcę innym mówić o tym że się z nią spotykam. Gdyby to się wydało w towarzystwie poczułbym wstyd i zażenowanie. Gdyby moja rodzina się dowiedziała to zaczął bym kopać gołymi rękoma w ziemi w tym miejscu w którym bym akurat stał i robił tak do czasu jakbym się nie dokopał do piekła.

Odkryłem to rzecz jasna po drugim wspaniałym i cudownym seksie. A ona na to że rozumie doskonale, że się ciszy i dziękuje za szczerość "Cieszę się, że nie podchodzisz do tego na zasadzie "kurcze, coś mi nie gra i nie będzie nam dobrze ze sobą, aaale... to później! Póki co jest dobra w łóżku i tyle się liczy!". Nieudolnie obala moje argumenty, podaje swoje niezrozumiałe. W końcu pisze: " Lubię Cię i w sumie to nawet bez czegokolwiek więcej chętnie bym choćby przy tych wspólnych grach czy czymś tam została, jeśli tylko nie będę Cię drażnić samą obecnością :) Co do jakichś tam wyłączności - w zasadzie to chyba nie musisz jakkolwiek się deklarować np teraz - po prostu jakby się sytuacja zmieniła to cieszyłabym się, gdybyś o tym powiedział za wczasu. Ja ze swojej strony mogę zapewnić "wierność", jeśli chcesz w ogóle to jakkolwiek ciągnąć, bo w sumie nie do końca chyba zrozumiałam czy tak czy nie. Nawet nie do końca z jakiegoś poczucia obowiązku takiego, a raczej dlatego, że nic chcę kombinować. No i jak mówiłam - jakoś bardzo wątpię, żeby ktoś mnie zaczął bardziej pociągać niż Ty, a jednak trzymam się swoich zasad, że jak jest jedna osoba to nie ma innej."

Miałem być YESmenem związkowym. Miałem zawsze odpowiadać kobiecie tak. Zgodnie tą zasadą powinienem powiedzieć tak. Zrobiłem tak jak chciała przyjechać na walentynki. A teraz. Ten wspaniały seks? Obietnica seksu analnego... obietnica ostrego seksu... Czy mogę być taki dupkiem... wróć... jeszcze większym dupkiem i to kontynuować?

To retoryczne pytanie. oczywiście jeśli ktoś chce coś w komentarzach napisać to śmiało. Sam jednak podejmę to decyzję. Na razie napisałem jej "nie wiem". Równocześnie jest to odpowiedź na pytanie napisane w tytule.

100 kobiet

Dzisiaj krótko.

W Hiszpanii mawiają że tak naprawdę to każdy lubi oliwki i jest jeden zawsze skuteczny sposób aby się w nich zakochać. Trzeba zjeść ich 100. Nie na raz. Ale po kolei. Tu kilka, tu na pizzy a tam w składce i ponownie kilka  prosto ze słoiczka.

Mi wystarczyło bodajże paręnaście. Kiedy spróbowałem pierwszy raz to jedyne z czym skojarzył mi się z ten smak to narzędzie do zaglądania do gardła u lekarza. Smakowała dentystą. Środkiem do odkażania narzędzi medycznych. Blech.... Kumpel opowiedział mi o tym. Rzucił wyzwanie. Ja podjąłem i od tamtej pory uwielbiam oliwki. Ba! Piję sok ze słoika (jak nikt nie widzi).

Kiedy kupowaliśmy psa nie był to prosty wybór. Moja ex miała takie hobby i właśnie do niego wracała. Nie wiedziała jakiego psa dokładnie chce. Mniej więcej że suczkę, rasę i mniej więcej w jakim celu (początek małej hodowli). Nie liczyliśmy na jakąś duża kasę z tego. Ot - hobby z kasą od czasu do czasu. Mieliśmy kilka tysiaków na to. Ja jestem pragmatykiem, analitycznie podchodzę do wielu spraw. Lubię tabelki, wykresy i lubię pisać w punktach. Więc opracowałem system wyboru psa. Zasada oliwek obowiązywała.

Należy obejrzeć 100 suczek aby wybrać tą właściwą. (przepraszam - nie mogłem się powstrzymać)

Wielu początkujących hodowców (zwłaszcza kobiet) popełnia ten błąd że idą zobaczyć pierwszego lepszego, zakochują się, płacą i cierpią. Nasz system polegał na określeniu parametrów suczki na jakich nam zależy. Budowa, wytrzymałość, wigor, inteligencja, maść, jakość sierści, pochodzenie itd itd. Lista wylądowała w exelu. Każdy pies dostawał punkty, które przeliczane były jeszcze przez to jak bardzo ważny był dany parametr (np: zdrowie liczone było x3). Powstawał ranking.

Hellinka (nazwa pochodzi od piekła) była nastym psem. Po niej obejrzeliśmy jeszcze chyba z 40 (tak - ja też oglądałem mimo, że to nie moje hobby). W rankingu zajmowała chyba 3-4 miejsce. Wybraliśmy ją ponieważ, pomimo mojego pragmatyzmu dopuszczam do głosu również te nieracjonalne myśli. To jest jak tą techniką podejmowania decyzji gdzie rzucasz monetą gdzie nie chodzi o wynik sam w sobie a o twoje nastawienie do niego. Jeśli wynik ci pasuje to robisz zgodnie wynikiem. Jeśli wynik ci nie pasuje robisz tą druga opcję.  Tak samo dwa pierwsze psy jakoś nam nie pasowały więc poszły w odstawkę. Hellinka została kupiona.

Lubie tak podejmować decyzje. Wiele decyzji tak podejmuje. Ważna. Takie które mają duży wpływ na moje życie tym bardziej. Dlatego nagłówek 100 kobiet. Żeby wiedzieć czego chce, żeby wiedzieć co mi smakuje mam zamiar nie zatrzymywać się przy pierwszej lepszej przy której jest mi np. dobrze w łóżku. Albo przy której czuje się tylko trochę lepiej.

Nie mam parametrów i nie mam tabelki i nie będę jej robił. Ale będzie sprawdzał, eksperymentował i poznawał. Nie będę robił rankingu. Po prostu nie chcę aby w wyborze osoby z którą chce być kierowało mną chęć wypełnienia pustki.

A może tylko usprawiedliwiam swoją chęć aby zaszaleć?

Stanął mi!

Walentynki minęły mi na pracy. Spotkanie z klientem spowodowało, że mam sporo zadań do wykonania. I tak na przykład musiałem z edytować ponad 100 zdjęć aby zmienić oświetlenie zdjęcia z ciepłych barw na zimne aby pasowały do strony internetowej klienta. Aby to zrobić zastosowałem filtr.... co? Nie chcecie o tym czytać?

No dobra. Opowiem wam jak mi stanął :D Młoda przyjechała do mnie popołudniu. Tak. Młoda. Mimo, że powiedziałem jej, że ten związek nie ma przyszłości i mimo, że przyjęła do to wiadomości i wie o tym doskonale to jakoś nie miała problemów aby do mnie wpaść w ten dzień. Pisałem o tym.

Ostatnio dziewczyna przechodzi ostre zmiany. Ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. Gadaliśmy o tym online i mieliśmy pogadać na żywo bo to lepiej. Jak ona coś napisze to połowy nie rozumiem. Kilka przykładów:

Mruk, mruk, a ja już troszkę sobie w tej swojej zabałaganionej główce chyba poukładałam i chyba wiem czego chcę tak serio-serio. Napisałam, że chcę pozapominać, etc - bzdura, nigdy nie zapomnę i nie chcę zapomnieć najwspanialszego okresu w moim życiu  I nie! Nie wspominam tego jako błąd, czy cokolwiek takiego. Pech, że wtedy uciekłam od niego, ale to wszystko razem nie było błędem. Dzięki tamtemu... ja bardzo chciałam stać się lepsza, nadal chcę. A nawet najlepsza  I gdybyśmy wtedy się nie rozstali, to ja bym miała gdzieś czy jestem lepsza, czy gorsza, czy cokolwiek - tyle tylko, że gdzieś po drodze zgubiłam tę "chęć do wszystkiego" i zaczęłam się odrobinę użalać, a to już konkretnie be. 
Ja chcę się... "odzołzić"  Przestać być tą wredną, rozmemłaną dziewuchą, która nie wie nic o wszystkim, co jej bezpośrednio dotyczy, i jej wszystko obojętne  Serio - po prostu chcę żyć. Tak wiesz... pełnią wszystkiego, jak Ci wszyscy steampunkowi bohaterowie z togo mojego uwielbionego Wolsunga rodem ;] Chcę robić dużo i szybko, żyć chwilą, nie patrzeć na to, co było. I w sumie... nie jesteś mi do tego potrzebny...

Ale i tak fajnie mieć kogoś, kto czasem da mentalnego kopniaka na zapęd, jak znów mi się zapomni o tym wszystkim 

---

nie znałeś mnie np półtorej roku temu ;] Ja dopiero sobie uświadamiam jak bardzo się od tamtej pory pozmieniałam  I wiesz co? Chyba takie uświadomienie sobie co się zmieniło już jest sporym krokiem naprzód  
No-no ;] Ja też jestem za rozmową we wtorek  Brakuje mi rozmów w 4 oczy (choć nigdy w tym dobra nie byłam przy osobie, która mi się podobała, ale myślę, że tym razem jestem zbyt podekscytowana "odkryciem", żeby dać sobie odebrać chęć do mówienia 

---

 I ha! Wiesz co? Serio naprawdę potrzebuję kopala w dupala, żeby wziąć się za siebie, bo mameja się ze mnie okropna zrobiła. Widzę to teraz dopiero i choćbym miała sobie żyły poprzegryzać to nie dam samej sobie resztki tego entuzjazmu stłamsić, który jeszcze do niedawna aż mnie roznosił po wszystkich ścianach internatu i obrzeżach ZG ;]


---

A ja siebie kiedyś średnio lubiłam, a teraz tak patrzę z perspektywy czasu, że teraz to mam powody do nielubienia siebie, ale kiedyś... ha! Ale właśnie! To tylko powód do tego, żeby spróbować do tego wrócić. Z jakimiś tam więcej doświadczeniami, ale wrócić do tego entuzjazmu i tego zarażania nim, jak to mi się zdarzało 

Zachowałem oryginalną pisownie oraz chronologię. Ona nigdy nic nie mówi wprost. Rzadko kiedy też mówi o tym co ona lubi, co ona ceni, co dla niej jest ważne. Wszystko poprzez pryzmat innych osób. W ogóle to bardzo skomplikowana osoba. Jeszcze spor zmian przed nią.

Jak tylko się zjawiła od razu zaczęła się całować, miziać i łasić <sic!>. Nic nie chciała jeść. Pogadaliśmy tylko trochę. Za moją namową przestała mówić że ma niską samoocenę i zastąpiła to niskim poczuciem własnej wartości. Zmiana kosmetyczna ale to słowa kształtują naszą rzeczywistość. I samo ocena może być raczej tylko niska. Do tego słowo ocena ma już samo w sobie spory negatywny ładunek. A poczucie własnej wartości bardziej nas dotyka i łatwiej sobie wyobrazić wysokie poczucie.

Nie lubię jak dziewczyna która siada mi na kolanach i drażni mojego penisa ma niskie poczucie własnej wartości. To mnie obraża. Że co ja jestem? Że godzę się na spotykanie z kimś bezwartościowym?

Rozmowa trwała z kilka minut. Tylko tyle wytrzymała. Powiedziała że ją pociągam i że nie może przy mnie usiedzieć. Usiadła okrakiem na mnie na kanapie i całowaliśmy się długo. Bardzo udana pozycja w jej przypadku bo jest nieco niższa. Dzięki takiej pozycji mogłem całować i lizać jej szyję, dekolt i piersi. Doszła. Serio! Miała orgazm ze spodniami na sobie. Nawet nie zbliżyłem się do jej słodkich ogrodów. Nagle zaczęła się wić, wyginać, jęknęła i wpiła pazury w mój kark. Straciła kontrolę. Obłęd w oczach, wzrok jakby za mgłą, agresja w ruchach. Poszliśmy do sypialni. Nasi znajomi mieli się zjawić u mnie 2 godziny później. Szybko wylądowaliśmy bez ubrania w łóżku. Pierwsza gumka została zmarnowana bo się wystraszył chłopak. Zauważyłem że jak tylko pojawia się gumka w grze ona koncentruje się na penisie i swoim różowym sekrecie a zapomina o mnie. Kazałem jej olać sflaczałego i zająć się mną Nie zastanawiała się wcale i wróciła do tulenia, całowania i miziania. Pozwoliła się dotykać i ... pozwoliła zrobić mi ustami. Delikatnie i spokojnie przystąpiłem do dzieła. To był jej pierwszy raz jak ktoś robił jej ustami i trochę się tym brzydziła więc nie chciałem jej wystra.... boom! Jak tylko "poczuła miętę" odchyliła głowę do tyłu, piąstki opadły jej bezradnie obok głowy na gęstych i dłuuuuugich włosach. Mogła jedynie unosić swoje biodra. Pozwoliłem jej samej dozować doznania podnosząc i zbliżając swój kielich rozkoszy do moich ust i języka. Po chwili biodra były stale w górze a ona wiła się jak węgorz. Po raz pierwszy słyszałem jak jęczy - zupełnie jak nie ona. Delikatna, dziewczęca i rozkoszna. Doszła po raz drugi.

Uwielbiam jak kobieta czuje rozkosz i chyba nic mnie tak nie podnieca jak szklice oczy, rozchylone wargi, rytmicznie unosząca się klatka piersiowa i wzrok z niekontrolowaną niechęcią jak tylko zatrzymasz pieszczoty choćby na ulamek sekundy. Wzrok który mówi: "Ej no! Wracaj! Co jest! JESZCZE! RÓB DO CHOLERY RÓB!". To dla mnie bardzo szczęśliwy moment. Serio. Odczuwam wtedy coś w rodzaju dumy, radości, szczęścia. Takie samo jak po raz pierwszy udało mi się jechać na rowerze, albo jak uda się zrobić nowy trick na deskorolce, albo jak uda nam się zdać test na uczelni albo jak zdobędziemy jakąś nagrodę, wyróżnienie. Po prostu nie sposób się nie uśmiechnąć. A jak kobieta ma rozkosz i to ja to zrobiłem to po prostu papa mi się śmieje.

I penis twardnieje.

Młoda ma to do siebie, że woli dawać niż dostawać. Wyczułem, że ma poczucie dawania więc pozwoliłem jej na to. Robi dobrze. Młoda potrafi naprawdę robić dobrze ustami. Mój penis nie jest ani mały (nie mam kompleksów) ani duży (nie ma się czym chwalić). Jest normalny. Jak patrze na różne statystyki, badania i porównania to zawsze mieści się w średniej. Ona mieści go całego i ssie i pociera językiem i ślini i pozwala pchać biodrami. Nie robiłem tego bo... jak mało co podnieca mnie to do tego stopnia, że wystarczy chwila, kilka pełnych głębokich pchnięć i wylewa się ze mnie fala wrażeń. Krzyczałem i sąsiedzi tego dnia na pewno wiedzieli co się u mnie dzieje.
Po czymś takim poczułem że mój średniak jest napięty jak struna i jakby go trącić to może by wydał jakiś dźwięk. Nie sprawdzałem tego. Gumka, chwila z celowaniem i eksplozja rozkoszy! I to nie u mnie. Młoda oszalała. Jaj pazury już wcześniej drapały moją skórę ale teraz myślałem, że ją ze mnie zedrze. Byłem tak podniecony, że wiedziałem, że to długo nie potrwa. Ale jej też niewiele brakowała. Doszliśmy równocześnie. Chociaż ona miała dłuższy niż ja. Chyba - bo w zasadzie nie odczytuje jej jeszcze za dobrze.

Całość trwała ponad godzinę. Było super.

Właśnie w tej chwili rozmawiamy na FB. Umawiamy się następny raz. Ostrzejszy raz :D

wtorek, 14 lutego 2012

Mr. Odwaga

Coś tam pewnie wspominałem o tym, ze jestem nieśmiały. Kiedyś udało mi się wyjść z nastolatkowej skorupy, wyściubiłem noska w wieku 21lat i złapała za niego moja ex. A może to ja złapałem ją?
Jak już byłem z nią razem to odwaga damsko-męska nie była mi już potrzebna. Wobec niej byłem odważny. Nawet bardzo.
Teraz jestem odważny  i mocny w gębie jak mam klawiaturę przed sobą. Jestem tak odważny, że korzystam z serwisu randkowego żeby za mnie powiedział, że mi się ktoś podoba. Dlatego postanowiłem przewalczyć strach przed kobietami (nie wierzę, że to napisałem).

Wczoraj wracałem od klienta z Bydgoszczy. Pociąg TLK 17:09. 13 luty. Smętnie włóczę się po dworcu kiedy nagle widzę uśmiechniętą dziewczynę. Idzie i się uśmiecha. Ot tak. Piękne oczy, nosek i te usta wystawały między czapą i białym szalikiem. Miała na sobie czerwony kubraczek. Brakowało tylko koszyka w precjozami dla babci. Kolejna ładna dziewczyna którą mijam myślę sobie. Akurat wchodziła tym samym wejście i akurat myło wolne miejsce przedziale gdzie zdejmowała kubraczek i czap....

O my sweet fucking god of oporunity! 
Piękne niefarbowane rude włosy (potrafie rozróżnić bo farbowałem wielokrotnie mojej ex - lubię zapach farby). Delikatna, kremowa, jasna, mleczna, różowa cera. Piękne okrągłe oczy. Zgrabna sylwetka ale nie jakoś specjalnie bardzo chuda. Idealnie średnie piersi. Niewiele było widać nóg pomiędzy długimi do kolan buty (mrrrr) a sukienką. Sukienka to był gruby szary wełniany coś jakby sweter. W ruchach oszczędna i ... już wcześniej chciałem użyć tego wyrazu ale chyba jednak będę musiał. Szlachetna. Arystokratyczna. Jak z renesansowego obrazu. Skąpy makijaż który z resztą tylko mógł jej zaszkodzić. Wiek... nieodgadniony. pomyślałem, że 24. Czytała Forum artykul za artykułem więc myślę że studentka. Jechała sama. Nie miała biżuterii.

Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. Zagadam ją. ...


Powtarzałem jak jakaś pieprzona mantra cała drogę. Ale w pociągu nie zdobyłem się na odwagę. I szkoda. Na dworcu jak już wysiedliśmy zaczepiłem ją i zapytałem czy da mi nr tel. Jak odpowiedziała swoim głosikiem i uśmiechnęła się pomyślałem że chyba ma jednak mniej lat.  Może nawet naście.

Bała się dać obcemu swój nr. I mówiła to szczerze a przynajmniej ja jej uwierzyłem.

niedziela, 12 lutego 2012

Smutny wypadek w fabryce rżnięcia drewna

Opisałem wam idealny związek jaki miałem.
Czas napisać co było nie tak.

Z M. mieliśmy to połączenie umysłów. Pracowały na tych samych falach. Myśleliśmy często równocześnie to samo. Nasze mózgu wspierały się i pozytywnie oddziaływały na sienie. Podobnie nasze serca biły razem tą samą emocją. Odczytywałem jej stany i nastroje i potrafiłem je poprawiać. A ona moje. Jedynie penis i cipka nie mogły znaleźć tego połączenia i były zupełnie zdesynchronizowane.

"Nie można zmuszać osobę, którą się kocha do seksu" - jak tutaj walczyć z tym argumentem. No to też ją nie zmuszałem. Okazało się, że Monika jest tez odporna na romantyczne kolacje, muzykę nastrojową i szampana. Odporna jest na wyraźne sugestie w stylu macania pośladków i całowania szyi. Raz tuląc przy filmie zacząłem rozpinać jej rozporek to się szczerze, bez ironii i bez pretensji w głosie zapytała: "ty chcesz seks uprawiać?". Zapytała bo chciała wiedzieć bo... jakoś mojej ręki w jej gadkach nie odczytała jako dostatecznego sygnału. Potem sporo gadaliśmy o tym. Ja po miesiącu (dwóch albo trzech) postu wspominałem, że mam ochotę. Ona się obrażała o to, podnosiła napięcie. Ja z gulą w gardle i grudą w kroczu też nie miałem najlepszego humoru. Miałem jej za złe. Dopadał mnie smutek. Po latach okazało się że jest to skuteczne i mieliśmy ten seks w końcu. Ona z przymusu, bólem fizycznym i cierpieniem psychicznym a ja z frustracją i gniewem.

To było jak rytuał. Jest ok. Po 2 tygodniach mam dosyć masturbacji. Wspominam, macam <sic!> grunt. Ona podaje ten swój argument. Ja się wycofuje. jeszcze tydzień. Myślę o zdradzie, myślę źle o niej. Kolejny dzień, łapie doła. Ogarnia mnie apatia. przestaje się onanizować. Cierpię. Ona to widzi. Nie może znieść. Lądujemy w łóżku.

Spójrz na tytuł posta. Ostatnie dwa lata M. chciała tylko abym skończył jak najszybciej.

Była jednak nadzieja. M. brała tabletki które spowodowały u niej obniżenie libido i suchość (stąd ból). Kiedy była nastolatką nałogowo się masturbowała. Więc żyłem smakiem przyszłych rozkoszy erotycznych jak tylko przestanie brać. I stało się. Jej libido się poprawiło. Suchość zniknęła i miała ochotę często. Bardzo często. Ale nie zemną.

Tutaj nakłada się kilka rzeczy na siebie. Splot kilku rzeczy:

  • Przyzwyczailiśmy się do pewnej rutyny w seksie, którą trzeba by było przełamać. Moc przyzwyczajeń jest silna. Jej seks ze mną kojarzył się ze smutnym i bolesnym obowiązkiem a mi z wykorzystaniem i frustracją. 
  • Nasz związek trwał długo. Zaręczyny były trochę papierowe (och. proszę przypomnijcie mi aby opisał wam zaręczyny - jedyne takie w Polsce). Brak planów na ślub i dzieci. Ja chciałem ale ona nie. Zauroczenie opadło (jej bardziej niż mi). Intymność kulała a zaangażowanie związane było tylko wspólną pracą. Wyczerpały się tematy do rozmów. Mieliśmy osobne hobby. Mało czasu spędzaliśmy razem (poza pracą). 
  • Różne ambicje. Osiągnęliśmy coś w życiu. Wspólna praca dała nam średni zarobek, stabilną sytuację. Mam 30 lat. Zacząłem się uspakajać i cieszyć się tym co mam. Marta ma bardzo wygórowane ambicje. Bardzo ryzykowne. 
  • Akurat wtedy M. się zakochała w naszym kliencie. Gość poderwał ją normalnie jak się podrywa dziewczyny. Łyknęła to jak młody pelikan, jak nastolatka. Poczuła zew serca i postanowiła odejść.Gość zarabia nieco więcej i jest starszy (M. jest mniej więcej w moim wieku). Nie jest specjalnie pięknym gościem. Mają wspólną pasję - kajaki.
Never underestimate the power of love. Miłość była tym bodźcem, który pchnął ją do tego aby któregoś dnia usiąść i pogadać ze mną. Nie przyznała się że była zakochana. Powiedziała mi to wczoraj. Wtedy powiedziała, że nie czuje się dobrze w związku. Pewnie większość z was słaby wtedy zimny pot i wpadliście w panikę ale nie ja. Spokojnie przeanalizowaliśmy sytuację. M. nie potrafiła wskazać dokładnie co jej nie pasuje. Udało mi się wydobyć że ma oczekiwania wobec swojego partnera:
  • Starszy od niej
  • Sam zarabia więcej niż ona, ma własny biznes, własną pracę
  • Dobrze zbudowany
  • Podziela jej pasję, jej hobby i wspólnie z nią je realizuje
  • Jest pełen werwy, życia, wigoru, ruchliwy, energiczny
  • ... itp
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że opisuje swojego nowego ukochanego. Oczywiście te oczekiwania są nierealne. Byłem gotowy dla niej zostawić swoją pasję (pewnie o niej będę pisał kiedyś ale wykracza daleko poza zainteresowania, robię prelekcje, jestem znany w wąskim gronie hobbystów, zapraszany na spotkania w innych miastach itp).   Byłem gotowy jeść co będzie w domu i chodzić na siłownię aby stracić kilka kilo. Ale to czego ona oczekiwała ode mnie.... nie byłbym wstanie zrobić. Ona chciała kogoś innego. Ona chciała sprawić abym był kimś kim nie jestem. Nie akceptowała mnie. Gdybyśmy zostali ze sobą dłużej zmarnowała by mi życie tym narzekaniem. 

Zacytuje argument sprzed kilku lat: "Nie można zmuszać osobę, którą się kocha do seksu" - ale oczekiwać, że będzie wyglądać jak gwiazda filmowa już można? Pozbawiać mnie mojej pasji można? WTF?

M. przyszła do mnie informacją że nie jest szczęśliwa i pytaniem: "Co z tym zrobimy?". Zwykle tak rozwiązujemy problemy. Analizujemy i wrzucamy sugestie. Po tej analizie wniosek był tylko jeden. Musimy się rozstać bo inaczej zmarnujemy sobie życie. Nie mogę być kimś kim nie jestem. Zaskoczyło ją to... ale nie aż tak bardzo. Technicznie rzecz biorąc ja to powiedziałem ale jak pisałem wcześniej mamy ten mindconnection co sprawia, że myślimy razem i oboje w rozmowie wiedzieliśmy do czego ona prowadzi.

Normalni ludzie zrobili by z tego kłótnię. Pogodzili by się. Po roku wzięli ślub i dalej darli koty o nie wiadomo o co. Niezgodność charakterów. A potem rozwód. Nie daj boże któremuś przyszło by do głowy naprawiać związek dzieckiem. Dodatkowa tragedia. To co my zrobiliśmy to było mistrzostwo świata. Idealnie wyczuliśmy moment. Jak artysta, który umiera u szczytu swojej kariery. 

Wierzcie Ci. Pewnie kości was aby dawać rady ale darujcie sobie. Przeanalizowałem to wielokrotnie na różne sposoby (może nawet za dużo). To była najtrafniejsza, najlogiczniejsza i najrozsądniejsza z możliwych decyzji. 

Obecnie M. mieszka 400m od swojego nowego chłopaka, który mieszka z dziewczyna z którą ma dziecko (8 lat) i nie zamierza samodzielnie rozwiązać sytuacji bo czeka na "odpowiedni moment".Z tą kobieta nie ma ślubu i jej nienawidzi bo go zdradza regularnie. Do tego mieszka u rodziców którzy wrócili z kanady którzy też zdradzali się na potęgę. Z myślącej, rozsądnej i konkretnej dziewczyny zrobiła się maniaczka szamanizmu, przekazów, która "czuje rzeczy" zamiast je analizować i rozumieć, zajmuje się medycyną naturalną. Nie wiem czy czyta horoskopy.

PS I love U & Fuck U

Głupia baba

Chyba każdy z nas zna "głupią babę" która ładuje się w związek z które wie że nic nie wyjdzie. To nie jest tak, że ona się nawet oszukuje, myśli że on się zmieni, że ona go zmieni, że sytuacja będzie inna... taka to jest tylko w połowie głupia bo czasami faktycznie tak się dzieje (bardzo rzadko według mnie). Chodzi o takie które wiedzą i wszyscy wiedzą i ona wie i on wie że z tego nic nie będzie a mimo to się ładują.

Znacie takie? No to teraz może dać +1 bo ja jestem własnie taka baba. Młoda dzwoniła. Ona jest nieźle pokręcona. Kiedyś spróbuje przepisać kilka smsów jakie do mnie wysłała. Nigdy nie mówi wprost, mówi dużo i ogólnikami. Pamiętacie jak się sprawa skończyła? Powiedziałem jej że rady nie damy. A ona przed chwila pyta mnie czy może przyjechać do mnie we wtorek.

Kręcę głową, układam w myślach "słuchaj młoda... no nie wiem... bo wiesz.... przecież pisałem że...." no i mówię jej "Jasne! Wpadaj! Czemu nie!"

Mam nadzieję, że tym razem nieco lepiej ją poznam i będę mógł wam o niej napisać nieco więcej niż że ma słodkie małe cycuszki (śniły mi się - mniam). Mam obawy, że ma nieźle nasrane w głowie. Na swoją obronę mam jedynie, że postanowiłem być YESmenem na takie propozycje. I się tego będę trzymać.

Idealny związek

Jak skończyłem 21lat miałem już dość bycia prawiczkiem. Zdarzyło się kilka rzeczy które sprawiły że nabrałem śmiałości na tyle aby zaczepić i wystartować do fajnej laski. Było to na wyjeździe szkoleniowym organizowanym przez nasza szkołę połączonym z kajakami. Było tak fajnych kilka dziewczyn ale jedna przykuła moją uwagę. Zakochałem się kiedy drugiego dnia wszedłem do pokoju gdy była już ubrana w obcisły struj do kajaków (nie wiem czy jest taki strój - fabrykuje fakty aby zapewnić anonimowość - obcisły struj i przebieranie jest jednak prawdą). W takich sytuacjach Mint zachował swoją zimną krew i bez krygacji zagadał: "Cześć. Mogę przy tobie zdjąć ubranie?" a ona na to "Jasne - jest przyzwyczajona z powodów zawodowych". Chciałem ją zbić z tropu a tymczasem ona zbiła mnie.
Wspólnie w kajaku mogliśmy pogadać. Pracowała jako fotomodelka, była w kilku reklamach, billboardy a nawet pracowała za granicą. TAKA LASKA! Tak wiem. Do tej pory nie mogę uwierzyć. A wtedy to było... ja zawsze mówiłem że takich lasek nie ma. Że to wszystko photoshop. Ona wyraźnie była mną zainteresowana więc szedłem za ciosem.
Na impresie tydzień później upiłem się i całowaliśmy się. Kolejne spotkania. A miłość rosła od pierwszego dnia. Zrobiliśmy to i pierwszy raz nie była taki najgorszy. Przy kolejnych razach zdarzyło jej się rozpłakać w łóżku ze szczęścia. Byłem mistrzem, championem świata. Jak Conan barbarzyńca stałem na szczycie wzgórza usypanego z czaszek z nią przytuloną do mojej nogi. Seks był normalny - różny. Lubiłem eksperymentować. Robiłem z paska od spodni uprząż. Robiliśmy to na klatce schodowej, w aucie w mieście, w parku...Ona lubiła długo i delikatnie ja szybko i ostro ale jakoś się dogadywaliśmy.

Zawsze jednak ja chciałem częściej ale jakoś się nie dało. Ona nie miała czasu. Miała prace. Nie mieliśmy gdzie bo to mieszkanie studenckie. Jak wziąłem osobny pokój to że łózko mam za małe. Albo że po prostu zmęczona jest.

Stworzyliśmy prawdziwie szczęśliwy związek. Nie znam tak udanego związku jak nasz. Wiem - zakrawa to na kpinę wiedząc że się rozstaliśmy, ale nadal tak uważam. Oparliśmy go na pełnej szczerości otwartości. Przyznałem się jej że lubię masaż prostaty, że mógłbym się całować z facetem. Ona powiedziała mi o swojej nieprzyjemnej przeszłości z fotografem który... nie wiem czy jest nazwa na to. Miała 15 lat i zachowywała się prowokacyjnie, zaczepiała go i bawiła się w podteksty. On to najpierw wziął na serio a potem wziął ją. I to jeszcze tak że jej się nie podobało. Ale była młoda i nieśmiała więc się nie opierała. Do tego jeszcze faktor pracy dochodzi gdzie on był fotografem a ona modelką.
Tak. Ufaliśmy sobie. Jak ktoś nam się inny podobał mogliśmy o tym pogadać.

Byliśmy dla siebie wyzwaniem intelektualnym. Wspólnie pracowaliśmy i rozkręcaliśmy biznes. Czytaliśmy książki i uczyliśmy się nawzajem. Często w pracy radziłaś się mnie jak coś zrobić. Jak załatwić sprawę z klientem. A ja podsyłałem jej moje teksty do sprawdzenia. Dzieliliśmy obowiązki w domu i pracy. Co tydzień mieliśmy czas na siebie. Chodziliśmy na randki.

Wspierałem M. w jej hobby które zarzuciła i dzięki mnie znowu zaczęła tresować psy. Teraz jej hobby to coś więcej niż pasja. To spora część jej życia. Występuje na targach, pisze artykuły do prasy. Pomagałem jej założyć bloga, wybrać psa, dużo gadaliśmy o psach, dam się wielu rzeczy dowiedziałem, jeździłem patrzeć na treningi. A ona wspierała mnie w moim hobby. Znaczy... nie przeszkadzała w nim.

Znakomicie się dogadywaliśmy w każdej sprawie. Nie było ani razu jakiegoś trudnego tematu który któreś z nas bało się poruszyć. A każda rozmowa przebiegała raczej spokojnie mimo że z emocjami. Słuchaliśmy siebie, swoich racji i argumentów. Zawsze znajdowaliśmy rozwiązanie, kompromis lub propozycje do zrealizowania i sprawdzenia.

Szanowaliśmy siebie nawzajem. Dbaliśmy o swoje dobro. Codziennie miziałem jej stopy i tuliłem do snu. Głaskałem tak jak lubi. Pocieszałem i wspierałem jak miała zły dzień (bardzo rzadko miała). Byliśmy dobrze dla siebie.

Seks był. Ona zawsze miała orgazm a w połowie przypadków mieliśmy go równocześnie.

Możecie sobie myśleć, że koloryzuje. Ale ja byłem w tym związku i był idealny. No... przynajmniej to co opisałem do tej pory.

O tym jak się wszystko posrało i dlaczego się rozeszliśmy... innym razem

sobota, 11 lutego 2012

Olgazm

Pamiętacie Olgę? Pewnie imię wam uciekło.
A pamiętacie Dziewicę. Tak myślałem.

Spotkanie online. Ona dowiaduje się że nie szukam stałego związku. Wycofuje się. Wraca. Randkujemy. I właśnie wczoraj byliśmy na świetnej randce. Niedaleko mnie są kręgle. Nigdy tam nie byłem. Okazało się że to fajne miejsce na randkę. Grać na 2 osoby też się da. Są liczne przerwy i nie trzeba gadać cały czas. Spor czasu aby wymyślić jakiś temat. Do tego można zabłysnąć swoimi zdolnościami manualnymi. Poszło mi całkiem nieźle.

Zaprosiłem ją potem do siebie. Wcześniej nie chciała ale przedwczoraj jakoś nie miała już problemów. Zrobiliśmy razem obiad a ja upiekłem moje ulubione babeczki czekoladowe. Było super. Sporo śmiechu, dobre jedzenie, dobre towarzystwo. Potem kanapa i film. Przytuliła się do mnie. Kiedy zrobiło się romantycznie i myślałem o całowaniu (i ona chyba też) usiadła w taki sposób że trudno byłoby zacząć. Potem jak coś tam robiliśmy w kuchnie. Ona stała, ja podszedłem i... ona usiadła i wlepiła wzrok w bok. :D miło spotkać osobę która jest bardziej skołowana i nieśmiała niż ja. Zgodnie z zasadą "Nie będę robił nic na co nie będziesz miała ochoty" odpuściłem całowanie na dziś. No... nie do końca. Jak ją odprowadziłem do auta... he he he... wyczuła o co chodzi. Ale uciekła ustami. Zestresowała się.
Pewnie! Jakiś męski facet, pewny siebie macho, z doświadczeniem i obyciem w takich sprawach schwycił by ją w pół i wbij swoje wargi w jej. Ona by się opierała przez ułamek sekundy może dwie. A potem zmiękła w ramionach, rozchyliła swoje usta i odwzajemniła wilgoć. Tymczasem ona wsiadła do auta i odjechała.

Dzisiaj ustaliliśmy, że nie będziemy się spotykać więcej.

Olga jest bardzo rodzinną osobą. Ma bardzo kochających i... za bardzo kochających rodziców. Uzależniają ja od siebie a ona... daje się uzależniać. Mając 21lat kiedyś nocowała u koleżanki i wróciła następnego dnia rano do domu - dostała szlaban. Kiedyś postanowiła pójść do leżaka sama. Z tego co wiem nie udało się i do tej pory chodzi tam z mamą. Kiedy siedzieliśmy na kanapie w najlepsze w pierwszych 20min filmy zadzwonił telefon. Wyrwała się z moich objęć jak pershing, odebrała i skłamała rodzicom co do miejsca w którym jest i co do rzeczy które robi. Musiało się to wydać podejrzane rodzicom bo zaraz potem drugi rodzic dzwoni i prosi aby skoro jest w centrum handlowym aby zajrzała do apteki po tabletki przeciwbólowe. Spięta wyłączyła telefon i próbowała dalej oglądać. Nic z tego. Kolejny telefon i kopciuszek mówi, że musi zmykać.

Nie dziwi mnie zatem, że jest bezrobotna i nie ma chłopaka i nigdy nie miała.

Przed wyjście wspomniała coś o moim przyjeździe do niej a kiedy wysłała mi infantylnego sms o krasnoludkach, to już wiedziałem że sprawa jest dla niej poważna. Postanowiłem jej dzisiaj przypomnieć o tym że jestem świeżo po związku, że nie mam serca do niczego stałego itt. Ona na to (jak zwykle wnikliwie i mądrze) napisała: "Czyli mam rozumieć że chcesz spotykać się nie tylko ze mną i nie chcesz się angażować w żaden związek?". Dało mi to do myślenia. Bo w zasadzie odpowiedź na to pytanie, jakkolwiek źle i podle to brzmi jest "tak", Tak chcę. A może... na razie czuje że nie jestem zdolny do niczego innego. A tak naprawdę to nie wiem czego chce. To do mnie nie podobne i sam jestem zaskoczony takim niekonkretnym nastawieniem.

Nie wiem. Może mam taki plan żeby spotykać się z wieloma kobietami i czekać aż mnie "jebnie" (czyt. zakocham się). Przy Oldze mnie nic nie jebło.

"Bardzo mi się podobasz, czuję się w Twoim towarzystwie świetnie i pociągasz mnie też fizycznie. Wiem że jeśli będziemy dalej utrzymywać tą znajomość to ja się wkręcę i będę przeżywać i cierpieć wiedząc że masz takie podejście dlatego myślę że lepiej będzie jak się więcej nie spotkamy. Nie będę Ci pisać że chciała bym żebyśmy zostali przyjaciółmi bo ja chciała bym żebyś był dla mnie czymś więcej niż tylko przyjacielem. A utrzymywanie z Tobą kontaktu będzie we mnie rodzić nadzieje mimo że mówisz jak jest."

Kolejny krótki rozdział na tym blogu został zakończony. A ja dowiedziałem się kolejnej rzeczy o sobie. Nie zmienia to faktu, że czuje się zepsuty. Wadliwy. Uszkodzony.

Nowy podtytuł bloga

Po moich żenujących wystąpieniach erotycznych postanowiłem zmienić (tymczasowa, boże proszę) podtytuł bloga. Nie jest to erotyczny blog a failrotyczny.
Najpierw nie staną mi a potem nieco się spóźnił.

Dopóki nie będę miał "pełnego seksu" nazwa bloga pozostanie. Kibicujcie jak chcecie chociaż pewnie w trakcie nie będę miał głowy aby pomyśleć o was.

czwartek, 9 lutego 2012

Zgwałciła mnie nastolatka

Od czego zacząć? Że mam wyrzuty sumienia? Że znowu mi nie stanął? Że miałem najlepszy seks mojego życia? A może od tego, że jestem dupkiem?

Nie planowałem tego. Serio! Nie potrafię tego udowodnić ale dosyć że tego dnia rano jadłem cebulę a na nasze spotkanie wziąłem grę planszową a nie wziąłem prezerwatyw. Wiem, że to żadne dowody i w sądzie by to nie przeszło (i nie tylko to do czego jeszcze dojdę) ale może ktoś mi uwierzy.

W ramach "odwetu" za to, że byłem taki miły Młoda zaproponowała herbatę (pisałem o tym tutaj). Nic groźnego prawda? Zapytała się czy może to być u niej w akademiku - jasne. Przygoda - czemu nie. Studentka w końcu nie będzie chodzić po kawiarniach. Przed spotkaniem trochę gadaliśmy online. Tego dnia miała ostatni egzamin. Powiedziałem jej, że jak zda to będziemy się całować. Wyniki będzie miała w piątek. Więc rano zjadłem cebu... co? pisałem już o cebuli?

Przychodzę. Siadam na łóżku. Dostałem herbaty - moja ulubiona - Mintowa :D Była gorąco więc ją odkładam a ona rzuca się na mnie. "Chwila chwila - jak to rzuca się? Metaforycznie tak?" pewnie chcecie zapytać. Za nim odpowiem że "Nie, dosłownie" musicie wiedzieć że Młoda ma pewną modną, młodzieżową manierę. Udaje kota. Ma kocie uszka, wykonuje gesty kocie, wita się słowem mrau, mruczy jak ja podrapać za uszkiem. I jak ten kot przycupnęła na łóżku przy mnie. Poczekała aż odłożę kubek i siup! czuje jej usta i gorący język w ustach. Chciałem się opierać i w pierwszej chwili przeszło mi przez głowę aby wstać "Co ty wyprawiasz dziewczyno!" albo chociażby "To chyba dla mnie trochę za szybko". Ale tylko przemknęło mi przez głowę. Z resztą mózgu już tam nie było bo ten "przemknął" do penisa.

Czuje się prymitywnie. Byłem bezbronny. Ona była jak lodołamacz. Odebrała mi swobodę myślenia i logikę. Nie chciałem tego robić przed spotkaniem i teraz jak myśli to uważam, że to był błąd. Ale wtedy... jakbym nigdy w życiu nie pragnął niczego bardziej niż jej. Próbowaliśmy włączyć film... pamiętam napisy początkowe. "Jestem na głodzie, jestem niewyżyty - to ona mnie wykorzystała wysoki sądzie."

Młoda ma 168cm wzrostu i waży 78 czyli jest przy kości. W stosunku do niej wyraz pulchna pasuje idealnie. Ma delikatną nadwagę - (BMI ma takie jak ja). Bez porównania do Ani. Młoda jest niska, pulchna, okrąglutka, ma baaaaaaardzo długie włosy. Do tego jest gibka, wygimnastykowana, silna i ruchliwa. Przy niej odkryłem coś co już wcześniej podejrzewałem. Jestem bardzo wrażliwy na podniecanie. Ona szczerze, autentycznie zainteresowana była mną i moim podnieceniem. Jeśli coś robiła to chciała tylko dawać. Lizała mnie po szyi. Macała wszędzie. Pilnowała aby nie było łaskotek. Gryzła, szczypała, głaskała, gładziła, ugniatała ciągle coś nowego. Nie śpieszyliśmy się. 3-4h zajęło nam zdjęcie ubrań. W tym czasie wielokrotnie chciałem wyć z podniecenia. Okazało się, że język w uchu to jest to. Moją strefą erogenną jest moje podniebienie (Młoda ma długi język i sięgała tam bez problemu). Ona za to ma bardzo wrażliwą szyję a zwłaszcza kark. Muskanie, całowanie, szczypanie ustami, oddychanie, gryzienie, lizanie powodują u niej dreszcze. Ależ ona pięknie odpływa. Ona - jak ona. Okazało się że ja odpływam co po chwilę. Ona robiła takie rzeczy językiem, że jęczałem z rozkoszy. Dostawałem spazmów z podniecenia.

A potem zdjęliśmy ubranie i było jeszcze lepiej. Młoda wstydziła się swoich piersi. Mimo okrągłości ciała same piersi ma małe. Widziałem na plaży facetów z większymi. Od razu się w nich zakochałem. Zwłaszcza że właścicielka reagowała na pieszczoty. Młoda nie należy do delikatnych. Sam mam zadrapania na plecach od jej "pazurków" (kot j.w.). Z drugiej strony reagowała nawet na silniejsze pieszczoty.

Zaczęła (piszę, że ona bo to ona grała pierwsze skrzypce... ale wstyd) od seksu oralnego. To było najwspanialsze przeżycie w moim życiu. Wspomniałem że ma długi język? Potrafi się niem obsługiwać. Było mokro, ciasno, czasami szorstko, bez bólu i głęboko. Zmieściła całego (mój penis to nic specjalnego, średniak). Muszę przerywać pisanie bo się podniecam na samo wspomnienie. Ręce mi się trzęsą do teraz. Jeśli wcześniej odpływałem to ja nie wiem co to było. Rozstąpienie się oceanów? Migracja oceanów poza planetę?

Młoda miała gumkę. Założyłem ją i w chwili kiedy mój penis miał skosztować sekretów różowych ogrodów... zamienił się w pomarszczoną rodzynkę. Zatrzymam się na chwilę przy różowych ogrodach aby zmienić ten trudny dla mnie temat. Obaliłem pewien mit co do którego sam byłem przekonany. Młoda ma mimo niskiego wzrostu takie ręce jak ja, stopy stosunkowo też duże, szerokie usta i gdyby nie skubała brwi to by jej się zrosły (dodam jedynie że ładne ręce, ładne stopy, ładne usta i piękne gęste czarne brwi). Mit mówi, że te części ciała "podpowiadają" jak będzie wyglądać cipka. W ty wypadku duża, ciemna, owłosiona. Okazało się, że Młoda ma słodką, małą, nieowłosioną (nie wiele goloną) różowiutką wąską cipkę. Sama słodycz.
I to właśnie jej przestraszył się mój narząd płciowy (wybaczcie słownictwo, synonimy albo są wulgarne albo infantylne a nie mogę wszędzie pisać penis). Stres? No chyba tylko. 10 lat z jedną kobietą. Trochę jak zdradza. Trochę jak prawiczek się czuję. A co zrobiła Młoda? NIC. Olała to i dalej się podniecała, kazała pieścić, miętosić, całować, lizać, obściskiwać, tulić, gnieść, głaskać, szarpać, szczypać... i co się stało?! Stanął!!! Juhu!
Niestety za późno. Gumka się zsunęła, reużycie nie wchodziło w grę,  Młoda nie bierze tabletek. Nici z penetracji. Czy to był mój wniosek? Biczpliz nigdy! Ja byłem w takim stanie, że wsadził bym jej w ucho jakby chciała. Ja byłem w lalalandzie, szybowałem nad krawędzią śmierci z rozkoszy, opuściłem soje ciało doznając nirwany, stałem się jednością z panisem.... co ja gadam. Ja stałem się penisem. Gorącą stalą wytopioną z meteorytu którzy przemierzył cały kosmos.  Jakoś nie myślałem wtedy o takich rzeczach.

Petting. Ona doszła 3 razy a ja miałem najdłuższy orgazm w życiu. jak trzymam rękę nad klawiaturą trzęsie się ona jeszcze z... nie wiem czego. Hormonów? Wysiłku? Wrażeń? przez paręnaście minut dochodziłem do siebie. Dosłownie. Po takim odlocie nie mogłem trafić jaźnią, świadomością do swojego psychicznego ja. A może to mózg nie wiedział jak trafić z krocza do czaszki - nie wiem.

Zostałem u niej jeszcze ze 2h. Tulenie, całowanie. Wspólne jedzenie. utuliłem ją do snu i tak śpiącą zostawiłem w akademiku.

To co się stało było niewłaściwe pod tyloma względami, że nie wiem od czego zacząć:

  • ledwo się znamy i lądujemy w łóżku
  • widziałem, że ona się we mnie "zauracza" (sama to przyznała)
  • mamy wspólne hobby i znajomych w tym hobby i będzie kwas
  • 10 lat różnicy - rodzina, znajomi, sąsiedzi... wy.... wszyscy wezmą mnie za pedofila
  • nie jest to kobieta z którą chciałbym się związać na stałe
  • za szybko, za szybko... wszystko za szybko
Czuje się podle i zajebiście jednocześnie. Młoda wie, że nie szukam niczego na stałe. Ale myśli, że teraz "będziemy razem" "przez jakiś czas" czy "chociaż jakiś czas". Nie powiedziała tego dosłownie ale tak to odczytałem. Ale ja nie mogę. Muszę jej napisać że to był błąd i że nie powinniśmy tego robić. 

Boli mnie, że wyjdę na takiego dupka. Boli mnie, że tak wspaniały seks nazywam błędem. 

środa, 8 lutego 2012

Wyposzczone kobiety

Jan Dzban napisał mi w komentarzu, że wiele kobiet "jest wyposzczonych/potrzebuje miłości/potrzebuje faceta/potrzebuje atencji". Ładnie powiedziane i chyba to prawda. Myślałem że czeka mnie teraz cholernie trudne zadanie z tym szukaniem kogoś. Tzn... wiem, że to będzie trwało i będzie to proces i wiem, że nie jest to pstryknięcie palcami. Ale zaskoczyłem się odzewem. Nie spodziewałem się takiego... powodzenia. Tak! Chyba tak to trzeba nazwać. Mam powodzenie. O cholera... nigdy nie myślałem, że coś takiego mogę o sobie powiedzieć. Żeby kilka dziewczyn na raz się mną interesowało...
W tym co napisał Jan Dzban spodobała mi się jedna rzecz. Mógł napisać: "wiele kobiet jest niewypieszczona / potrzebuje ruchanka / potrzebuje kutaska / potrzebuje stosunku (albo inne infantylno badziewiarkie określenie)". Mógł ale tego nie zrobił. Pisał o innych rzeczach. O tych właśnie słabiej nazwanych. Tych których ja też szukam tak samo jak Zosia.
Zosię poznałem też dość wcześnie. Zagadałem bo ma ładne nietypowe rzadkie imię. (Zosia nie jest prawdziwe). Bla bla bla - dała mi dostęp do swoich zdjęć i okazało się, że ma dziecko. Dawida. ładny chłopiec więc popytałem o niego. Ona zdziwiła się, że nie uciekam i że się nawet interesuje. Dawidek ma kilka miesięcy i miał kolkę. Trafiłem akurat, że pewnie dostał jabłko pokrojone w kostkę. Nie znam się na dzieciach i jedynie o tym jabłku kiedyś coś tam słyszałem. Zosia była pod wrażeniem.
Pyta się czego szukam w tym serwisie więc szczerze odpisałem, że nie wiem bo jestem po długim związku. A ona, że coś o tym wie. W kilku słowach opisała kretyna z którym była. I jakoś tak wyszło, że pożaliła się jeszcze na kilka innych rzeczy. Podniosłem na duchu. Potem rozmawialiśmy jeszcze kilka razy. Ambitna, solidna, pracowita dziewczyna które sama daje radę. Nie chce wracać do rodziny ale czasami czuje zmęczenie. Nie wiem dlaczego - po prostu zaufałem instynktom i zaprosiłem ją do siebie. Na wakacje. Na weekend gdzie ja zrobię jej obiad, pranie, zabawię rozmową, przygotuje film i przytulę. I dokładnie to miałem na myśli to proponując. Chciałem aby wypoczęła, naładowała akumulatory. Ja cieszyłbym się z samego towarzystwa w moim mieszkaniu gdzie jest pusto i zimno. A seks? Przeszedł mi przez myśl jak wtedy kiedy wysiadając z tramwaju widzę ładną dziewczynę co wchodzi, albo jak wtedy gdy zostałem przeniesiony do pierwszej ławki tuż przy biurku nauczycielki geografii w liceum. Mignęło ale nie ustawiło moich myśli i działań (nie - nie biegłem za tramwajem i nie masturbowałem się pod ławką).
No chyba, że to był chytry plan mojej podświadomości aby zwabić dziewczynę, sprowokować sytuację i liczyć na najlepsze. Nie wiem. To oszukiwanie samego siebie może czasami zaskoczyć. Świadomie było jak napisałem. Zosia zdziwiła się propozycją ale... przyjęła ją. Początkowo niepewnie ale z czasem coraz chętniej. Sam fakt propozycji jakoś zadziwiająco pozytywnie na nią podziałał. W zasadzie na tym chyba sprawa się zakończyła bo Zosia niestety nie ma jak przyjechać. Dawid z powodów zdrowotnych nie może podróżować na drugi koniec Polski.

Zastanawiam się czy to ma swoją nazwę takie spędzanie wolnego czasu bez seksu. Nie jest to przyjaźń bo w zasadzie z dziewczyną ledwo co się znam. Nie jest to friends with benefits... może benefits without frends?

wtorek, 7 lutego 2012

Dziewica

No...
Właśnie...

Ale zanim do tego dojdę zacznę od początku. Olga do mnie zagadała jako pierwsza na serwisie randkowym (jedyny taki przypadek). W profilu mam zdjęcia jak prowadzę szkolenia. Zagadała o to. Napisała, że była na kilku i jej się dobrze kojarzą szkoleniowcy. To było całkiem niezłe z jej strony bo od razu był temat do rozmowy.
Rozmawialiśmy o horoskopach japońskich (Ja nie wierzę w horoskopy bo ja jestem spod znaku lwa a lwy nie wierzą w horoskopy). Mi wyszło, że jestem kogutem. A ona na to że w jej horoskopie " pisali że na zbliżającą się zimę będę miała się gdzie ogrzać bo w najbliższej przyszłości los ześle mi wilka o łagodnym charakterze kury". Idealna zaczepka bo ja zaraz potem  pytam się jej jak mam ją rozgrzać. A ona mi na to: "Michu tak nawiasem mówiąc ja jednorazówką nie jestem na herbatę chętnie, ale tylko na herbatę". Chytra lisica - wyczuła mnie. Przyznałem się od razu "Ja z kolei nie mam serca aby robić coś na poważnie. Po prostu chcę poznać ludzi" a ona na to gwóźdź do konwersacyjnej trumny "Czy poznanie ludzi łączy się też z przygodowym sexem bez zobowiązań?"
Minął miesiąc od tej rozmowy i jeszcze mi się nie zdarzyło. Chciałbym - brakuje mi bliskości drugiej osoby. Takie bliskości też. Jak jej to napisałem Olga zrobiła niesamowitą rzecz. "To ja w takim razie życzę ci powodzenia i tego byś trafił na osobę która też będzie tego chciała Ja osobiście się do tego nie nadaję, sory" "Ja ciebie też rozumiem, ale widać w naszych dążeniach nam nie po drodze no i to jest normalne"
Fajna dziewczyna sobie pomyślałem. Mądra, tolerancyjna, otwarta... szkoda. I zapomniałem.

Po jakimś czasie pyta się "Jak tam poszukiwania". Nie omieszkałem poinformować że poznałem kilka fajnych osób. Zapytałem kurtuazyjnie co u niej i jakoś tak wyszło, że pomaga koleżance rozkręcić kawiarenkę i że będzie robić jej ulotkę. Podesłała mi swoje wcześniejsze prace graficzne i... od razu zaoferowałem swoją pomoc. Po 2-3 dniach kawiarnia miała swoją piękną nową, ładną ulotkę. Znam się na grafice, posiadam zdjęcia i szablony więc dla mnie to był drobiazg. I serio nic w zamian nie chciałem... a może chciałem jej udowodnić, że nie chodzi mi tylko o seks... Tak czy siak - zaprosiła mnie na kawę. Myślałem że chce w ten sposób "zapłacić" za ulotkę i mieć mnie z głowy ale ona napisa: "Lubię cię, bardzo mi się podoba to, że masz pasję, śmieszą mnie twoje żarty... ulotka to tylko pretekst". Wyobrażacie to sobie?! No właśnie... lubi moje dowcipy. Zaprosiłem ją do kina.

Olga ma niesamowity wgląd w osobę. To jest coś fenomenalnego. Siedzi, patrzy się na ciebie i słucha Cię. Powtórzę to jeszcze raz bo to ważne i zrobię to dużymi literami "S Ł U C H A". Przy niej zdajesz sobie sprawę jak rzadka jest to cecha. Olga autentycznie i szczerze jest Ciebie ciekawa. Słucha, rozumie co mówisz i zadaje kolejne pytania a ty dalej opowiadasz. Zwykle jest na odwrót. To ja coś takiego robię i uważałem, że jestem w tym dobry. Że potrafię słuchać, rozumiem, analizuje, łącze fakty, wyciągam trafne wnioski. Jestem wnikliwy. Ale przy Oldze moje zdolności wydają się marną rodzynką.

I jeszcze jedno. Olga nie ocenia. Nigdy! Słucha i rozumie. Nie mówi, że coś źle ani, że nawet jej się wydaje, że coś źle. Tak samo jak nie oceniła mojego poszukiwania seksu. Zwykle widzi dobre strony spraw. Przykład: napisałem jej że nie mam auta bo jak się zstałem z dziewczyną to ona zabrała auto. Większość osób w takim momencie rzuca wymyślne inwektywy pod adresem M zupełnie bezpodstawnie. Tymczasem Olga: "acha, no to nieźle dobrze dziewczyna z tobą miała, nawet na końcu". Skąd ona to wie? A tego jej wiedzenia było dużo więcej. Bardzo zdrowe, mądre i dojrzałe spojrzenie na związek.

Potem spotkaliśmy się drugi raz. Pojechałem do niej w czas wielkich mrozów. Nie do końca do niej - do miasta gdzie jej znajoma ma tą kawiarnię. Była zamknięta ale ona miała klucze. Pomogłem zrobić stronę kawiarni a potem poszliśmy na kawę. Normalna randka. Normalne rozmowy. Na koniec kazała mi usiąść i zdradziła mi coś co już wcześniej podejrzewałem. Kiedy ona pytała o moją ex ja zapytałem o jej - zrobiła krzywa minę, wydęła wargi i machnęła ręką tak że pacnęła o kanapę na której siedziała. Powiedziała że nie chce o tym rozmawiać. Potwierdziła to jeszcze raz na czacie. Były 2 wyjścia:

  • traumatyczne doznania, które są bolesne
  • brak doznań
Stawiałem na te drugi i miałem rację. Ona nie wiem dokładnie jak i dlaczego tak się stało a ja nie miałem czasu dopytać. W piątek przyjedzie do mnie - idziemy na łyżwy a potem wylądujemy u mnie w mieszkaniu na rozgrzewającą herbatę z miodem i cytryną. 

Teraz dopiero kiedy to pisze zaczynam się zastanawiać. Ona wie, że nie szukam nikogo na stałe. Czy ona przypadkiem nie chce mnie wykorzystać? Chce w końcu stracić dziewictwo a ten miły gość z poczuciem humory wydaje się bezpieczny. Małe ryzyko spartolenia. Jak coś nie wyjdzie to będzie minimalna strata. 
Jeśli tak to ja się zgadzam :D

---
Ale boję się też. Cholera... boję się dziewicy. To duża odpowiedzialność. 

poniedziałek, 6 lutego 2012

Fazy życia

Jak tak spojrzę na te moje okrągłe 30 lat to mi to się wszystko ładnie dzieli na 3 etapy życia:

  • nieświadoma faza - nie interesowałem się relacjami damsko-męskimi - nie rozróżniałem kolegów od koleżanek. Ba! Z tego co pamiętam bawiłem się w dom i skakałem gumę. 
  • nieśmiałości faza - szybko dojrzałem fizycznie (12l) i jako jeden z pierwszych z klasy masturbowałem się co chyba spowodowało że wstydziłem się tego. I taki nieśmiały przetrwałem do 20tki.
  • monogamiczna faza - pisałem o tym jak nabrałem śmiałości. Od razu poznałem M. moją ex i wspólnie spędziliśmy cudowne 10 lat razem. 
Teraz zaczynam nową fazę i jestem ciekaw czy potrwa 10 lat. Fazę... w sumie nie wiem jaką fazę... poszukiwania? Eksperymentowania? Wybierania? Przebierania? Rozwiązłości? Wolności? Frywolności? 

Jak już pisałem - nie wiem czego chce. Ale chyba nie chcę aby trwało to 10 lat :|

PS: mam jeszcze wszystkie włosy na głowie ;p

Młoda

Na tym blogu prowadzę zapis poszukiwań siebie oraz poszukiwań "tej drugiej osoby". Nie wiem czego szukam więc eksperymentuje i nie cofną się przed niczym. Czasami wychodzi to dobrze, czasami źle a czasami nijak. Właśnie zdałem sobie sprawę, że jest albo źle albo nijak :|

Nie zrażony tym faktem poznaje kolejne dziewczyny. Młodą znalazłem na pewnym serwisie randkowym. Niestety wyszukiwanie zaawansowane jest tak płatne ale znalazłem na to sposób:
http://www.google.com/sitesearch/
Pod tym linkiem możecie przeszukać dowolną stronę internetową. nie będzie to bardzo dokładne ale da swoje efekty. Ja wpisałem tam adres "pewnego serwisu randkowego" a w wyszukiwanych słowach: "poznań +modelarstwo" (nieprawdziwa nazwa mojego hobby). W ten sposób wyskoczyła mi lista profili które zawierały te wyrazy. Proste, genialne i za darmo :D Ja to jestem haker ;)

Młoda jest na serio młoda. 10 lat różnicy jest między nami. Ma 19 lat i jest na pierwszym roku studiów. Jeśli chodzi o modelarstwo to tutaj nie ma silnych podziałów. Każdy może się w to bawić. Często organizowane są spotkania gdzie prawnik siada obok szewca i wymieniają się wiedzą o hobby. I nie ma nic dziwnego w tym. że 29 letni chłopak rozmawia z dziewczyną która ma 19 lat. Nie jest dziwne że wymieniają się linkami na facebooku i umawiają na spotkanie klubu modelarskiego. Nie jest dziwne, że spotykają się w centrum handlowym bo chłopak musi kupić płytki DVD a potem mają jeszcze chwilkę czasu aby wypić kawę przy której chłopak daje w prezencie dziewczynie mały model samolotu który sam zrobił. Ot - taki modelarski zwyczaj nazwijmy to. A potem w klubie... to co się w klubie modelarskim robi to robi i chłopak i dziewczyna.

Ale... dziewczyna często patrzy w jego stronę. Siada blisko niego. Siada tak jak on i go przedrzeźnia. Zaczepia go. Uśmiecha się do niego....

Tak moi drodzy. Ze zwykłej znajomości hobbystycznej... ale zanim do tego dojdziemy chwilka refleksji. Oczywiście odczytałem te znaki. Nie jestem jakimś tam ekspertem w odczytywaniu znaków. Ba! Uważam, że jestem w tym nawet bardzo kiepski. Żebym ja coś mógł zauważyć to musi być dużymi literami i w postaci neonu. I znaki Młodej własnie takie były. Gadając na czacie (a nie brakuje nam tematów z racji wspólnych zainteresowań) kiedy napisała że w "odwecie" za prezent i spotkanie chce zaprosić mnie na herbatę w końcu zapytałem wprost: "Czy uważasz, że nasza znajomość może wyjść poza wspólne zainteresowania?". Nie odpisała od razy "Właśnie miałam o to samo zapytać". I jakoś tak wyszło, że ja jako pierwszy odpisałem, że "tak".

System jest przeciwko nam. Nie znam osoby której nie przeszkadzała by taka różnica wieku. Moje rodzeństwo krzywo spojrzało, z kilkoma osobami rozmawiałem a nawet osoba którą uważałem za bardzo tolerancyjną i otwartą wykrzywiła usta w przedziwnym grymasie. Ja oczywiście nie czuje aby było w tym coś nie tak. Rozumiem zasadę i nie dziwie się reakcji. Ale wewnętrznie... nie czuje oporów. Może to dlatego, że szukam i gotowy jestem wypróbować wielu rzeczy i nie cofnę się przed niczym. A może dlatego, że jestem bezsentymentalnym dupkiem która za nic ma konwenanse.

Mam zamiar spróbować. Umówić się na herbatę. "Przecież nie bierzemy ślubu" - to jej słowa z kolei. Pokręcimy się. Może coś z tego będzie... może nie. Jedno jest pewne - wy dowiecie się jak to się potoczyło.

niedziela, 5 lutego 2012

Krótka romantyczna historia

Tak sobie myślę że ta moja nazwa nie jest najszczęśliwsza. Na szczęście napisałem w moim drugim poście że to tak trochę na przekór. Bo musicie wiedzieć że ja nigdy nie miałem szczególnych sukcesów ani w zarywaniu lasek ani w romansowaniu. Miałem szczęśliwe 10 lat w miłości ale nie o tym dzisiaj chciałem napisać.
Zawsze byłem bardzo nieśmiały w stosunku do kobiet i chyba nadal jestem. Wiele zmieniło się gdy miałem 21 lat i splot kilku wydarzeń sprawił że naprałem nieco więcej pewności siebie. Oto jedno z nich.
Działo się to na Bałtyku - rejs promem między Finlandią a Szwecją. Zauważyłem już przy samym wejściu na prom. Stała wraz z rodzicami w solejce po coś tam a ja gramoliłem się z bagażami. Robiłem za tłumacza w delegacji mojego ojca. Ładna młoda laska z wysokim czołem, włosy w kitką, duże mokre oczy i słodkie małe usteczka. Zwracam uwagę na wiele dziewczyn, dużo się rozglądam i widziałem kilka ładnych tego dnia. Ta była jedną z kolejnych. A potem zniknęła mi z oczu jak wiele innych ładnych widzianych w tramwajach, mijanych na ulicach...
Delegacja była wieloosobowa ale ja byłem najmłodszy. Z nieco starszymi poszliśmy sobie do sekcji bawialnej gdzie zamówiliśmy sobie piwka i patrzeliśmy jak ludzie tańczą na parkiecie. Zauważyłem ją ponownie - siedziała ze swoją mamą i paliła papierosa. Zwykle papierosom mówię "nie" ale po piwku mówię "czemu nie". Zwłaszcza że była szansa zagadać. Poprosiłem o papierosa. Nie odpowiedziała a jedynie spojrzała na mnie swoimi wielgachnymi oczkami. Zamrugała, zrozumiała, nieśmiało uśmiechnęła się i skinęła na moje "thank you". Kolejne piwko i więcej śmiałości. Zaprosiłem do tańca i... chwilunia. Przecież miałem być nieśmiały myślicie sobie. Mint znowu coś ściemnia i zmyśla. Byłem jednak na promie, obok mnie byli sami obcy ludzie a jutro miałem wrócić do szarej rzeczywistości. Reszta poszła spać i chciałem przed snem zaszaleć. Tak własnie... szaleństwo. Zatańczyłem z dziewczyna.
Okazało się że ona była bardziej przerażona niż ja. Trzęsła się jak osika. Chyba po raz pierwszy używam tego idiomu. Czułem pod rękoma jak niepewnie stawia kroki i trzęsie się jakby nago wyszła na mróz. Nie patrzyła na mnie. Przez zapach papierosów czułem jej przyjemny zapach. Jaj nieduże ale już okrągłe piersi dotykały mojej klatki piersiowej. Próbowałem zagadać ale nie bardzo było jak. Po tańcu osiedliśmy razem i... nie rozmawialiśmy. Okazało się, że ona umie angielki tyle co z filmów się nauczyła czyli prawie nic. Jest tutaj z matką, ojciec śpi w kabinie.
A potem nie wiem co się stało. Na migi, na miny ustaliliśmy, że idziemy na spacer po pokładzie. Trzymaliśmy się za ręce. Patrzyliśmy sobie w oczy i próbowaliśmy nawiązać bez skutecznie konwersację. Miała na imię Julia a ja chciałem mieć na imię Romeo. Wyraźnie pożerała mnie wzrokiem a ja ją. Zrozumiała wyraz kiss więc całowaliśmy się. Prom, Bałtyk, fale, reling, wiatr, zachód słońca, piękna dziewczyna i gorące słodkie usta młodej dziewczyny. Piękne.
Wiedziałem o niej tylko jak ma na imię. Nic z historii, rodziny, charakteru, planów, marzeń, zainteresowań, hobby, osobowości, charakteru nie mówiąc o poglądach, wierzeniach czy systemie wartości. Nie było to istotne. Zapłonąłem do niej bardzo silnym uczuciem. Zauroczeniem i pewnie można by to nawet nazwać miłością. Pewnie nie pełną, romantyczną, powierzchowną, chwilową ale jednak... miłością.
Całowaliśmy się dużo, namiętnie i erotycznie. Dotykaliśmy się, pieściliśmy przez ubrania i tuliliśmy długimi kwadransami. Ona była wyraźnie podniecona i ja też. Nie zrobiliśmy tego. Ja byłem wtedy jeszcze prawiczkiem (tak! 21lat prawiczek) i ona na pewno też. Nie mieliśmy kajuty a kibel nie wydawał mi się odpowiednim miejscem. Całą noc spędziliśmy włócząc się po promie, obściskując się i całując.
Pożegnanie było silne, emocjonalne ale krótkie. Nie wzięliśmy do siebie kontaktu, adresu czy maila. Nic. Nigdy też nie poznałem jej nazwiska. Julia zajmuje bardzo ważne miejsce w mojej pamięci i nigdy nie zapomnę tej nocy. Julię, którą mam w pamięci nadal kocham. Julia miała 14 lat.

Bez smaku kawa

Pamiętacie patent z trzema pytaniami? Tak poznałem dziewczynę, którą nazwałem Kawa. Umówiliśmy się na randkę w miejscu gdzie podają najlepsza kawę. To całkiem niezła restauracja w sumie. Zwykle do takich nie chodzę. Byłem na czas chociaż ona przyszła wcześniej. Na zewnątrz było bardzo zimno i nie specjalnie mogliśmy zrealizować plan spaceru po parku.
Wybrała miejsce w ustronnym zakątku u usiadła tyłem do ściany. Ja usiadłem na przeciwko niej; za sobą miałem cała salę pustą. Czy to istotne? Nie bardzo ale przypomnijcie mi abym kiedyś napisał co nieco o siadaniu i zajmowaniu miejsca. Zamówiliśmy nomem omen kawę i gadaliśmy o... o pierdołach w zasadzie. Mam kilka zabawnych historyjek z życia i lubię dzielić się swoimi pasjami. Ale jeszcze bardziej lubię jak to interesuje osobę z którą rozmawiam. Bardzo łatwo to sprawdzić. Po prostu zadaje pytania. Nie wiem czy Kawa zadała jakieś pytania ale mam wrażenie że tylko ja nawijałem i od czasu do czasu zapytałem się o to albo owo a ona odpowiadała.
Kawa nie ma smaku. Nie ma zainteresowań. Nic nie robi ze swoim czasem wolnym. Ma nudna rodzinę, nudny kierunek studiów i czeka ją nudna praca. Nie specjalnie czyta i ogląda "cobądź". Ma TV ale nie ma ulubionego programu. Nie gra w gry i zna tylko warcaby. Spotyka się ze znajomymi i idzie tam gdzie oni idą. W sumie jedyny ciekawy aspekt to fakt że dziewczyna podróżuje tanimi liniami do różnych miejsc i robi zdjęcia. Była już w 2 i zrobiła już 1000 zdjęć. Trudno mówić tutaj o zainteresowaniu a co dopiero pasji. Ograniczona mimika, ograniczona gestykulacja i cichy niepewny głos. Bezbarwna i bez smaku.
To było nasze pierwsze i ostatni spotkanie. Nie wiem czy mam jej coś napisać? Czy może milczenie jest wystarczające? A może ona chciałaby dostać jakiś feedback? Ale czy ktoś chciałby usłyszeć, że jest nudny?

Może się pośpieszyłem z oceną? Jak piłem kawę za pierwszym razem też pewnie mi nie smakowała.