Strony

poniedziałek, 4 listopada 2019

Duszenie podczas seksu

Stało się. Jestem dusicielem.

Nie wiem jak do tego doszło.
To znaczy... wiem jak do tego doszło, bo tam byłem widziałem i to zrobiłem. Bardziej chodzi mi o to, że nie wiem skąd to się we mnie wzięło. Serio uważam, że to do mnie totalnie nie pasuje.

Lubię dusić partnerkę podczas seksu. 

Ja pierdole — nawet jak to napisałem, brzmi to obco, brutalnie i... obrzydliwie? Serio! Jakby ktoś mi powiedział jeszcze 2 tygodnie temu: "Hej! Mintowy. Ty mi wyglądasz na faceta, który lubi dusić partnerki podczas seksu" to poczułbym silną potrzebę wyprowadzenia tego kogoś z błędu: "Ja taki nie jestem. Ciało kobiety jest świątynią. Brzydzę się przemocą...".

A teraz?... szczerze... jestem trochę przestraszony. Ale zacznijmy od początku:

Jak pewnie wiecie, chodzę z arabką. Jest muzułmanką (ale z tych dobrych) z prominentnej rodziny (ale z tych dobrych). W Polsce studiuje, ale też trochę ucieka. Jest super piękna. Jest drobna, urocza i bardzo zmysłowa. Podczas seksu przygryza swoją dolną wargę. Nie jest łapczywa (cały czas mówię o seksie) ale ma stały nieprzerwany pociąg do doznań erotycznych. Jest jak spokojna rzeka, ale jak wejdziesz do niej, to nagle się okazuje, że nie da się oprzeć tej ilości wody. Po drodze nie ma wodospadów ani kaskad. Po prostu porywa cię stały prąd erotycznego uniesienia, który trwa, i trwa, i trwa. To ona zdefiniowała moją męskość na nowo (dobry materiał na osobny post). I to ją postanowiłem dusić podczas seksu.

Zaczęło się niewinnie od seksu, jaki lubię. Ostry i szybki. Lubie jak mogę nogami się zaprzeć o rant łóżka. Lubię mocno chwycić partnerkę. A gdy partnerka jest drobna, to już totalnie uwielbiam jak leży na brzuchu, chwycić ją za kark prawą ręką, za łokieć lewą ręką i posuwać ją pchając mocno biodrami i dociskając rękoma. Podobało jej się. I choć starałem się ze wszystkich sił, ona twierdziła, że lubi nawet jeszcze ostrzejszy seks. To wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że się zakochałem.
A potem ona zmienia pozycję na taką samą, ale tym razem leży na plecach. Prawa ręka zamiast na karku ląduje na jej szyi. W miarę jak seks robi się ostrzejszy, odruchowo zaciska się moja ręka na jej gardle i jej się to podoba. Słysze, że się dławi i jak ze świstem łapie oddech. Widzę, jak jej szyja robi się czerwona i jak wychodzą jej żyły. Dokładam drugą rękę. Ściskam mocno i z każdym pchnięciem dociskam jej drobne ciało do siebie. Pod palcami czuje napinające się mięśnie szyi, ścięgna i elastyczną tchawicę. Czuję jak jej wali serce. A równocześnie odpływam do erotycznej nirwany. Podnieca mnie kontrola, którą mam nad jej ciałem. Ona jest taka drobna, lekka i krucha. Mógłbym jej zrobić tak dużo krzywdy. I ta bliskość tego, jest cholernie podniecająca.

Po wszystkim powiedziałem jej, że ją bardzo przepraszam i że nie wiem, co we mnie wstąpiło. Bardzo się bałem, że faktycznie coś jej zrobiłem. Było to zajebiście podniecające, ale też straszne... a ona na to mi mówi, że byłem zbyt delikatny i że następnym razem mam się tak nie krępować. To, co ja odbierałem jako brutalne duszenie, ona odczuwała jako delikatne przytrzymanie szyi. Nawet pokazała na mnie, jak to odczuwała i faktycznie byłem super delikatny.

Czuję, że zaczyna się dla mnie zupełnie nowa przygoda.

PS Niedotlenienie mózgu intensyfikuje doznania podczas orgazmu.
PSS Obszar w mózgu odpowiedzialny za odczuwanie orgazmu i bólu to w zasadzie ten sam obszar.

niedziela, 20 października 2019

Nic nie mam

Znacie ten dowcip?

Trzech śmiałków pokonało dżina, który teraz spełni ich trzy życzenia. 
  • Rycerz: Ja chcę być najpotężniejszym wojownikiem. 💥Stało się.
  • Mag: To ja chcę być najpotężniejszym magiem. 💥Stało się.
  • Złodziej: Ja to bym chciał, aby mi ręka falowała. 💥Stało się.

Drugie życzenie:
  • Rycerz: Ja chcę władać największym królestwem. 💥Stało się.
  • Mag: To ja chcę władać królestwami w wielu wymiarach. 💥Stało się.
  • Złodziej: Ja to bym chciał, aby mi druga ręka falowała. 💥Stało się.
Trzecie - ostatnie - życzenie:
  • Rycerz: Ja chcę najpiękniejszą kobietę za żonę. 💥Stało się.
  • Mag: To ja chcę mieć cały cherem najpiękniejszych kobiet. 💥Stało się.
  • Złodziej: Ja to bym chciał, aby mi całe ciało falowała. 💥Stało się.
Potem śmiałkowi spojrzeli na siebie i złodziej tak patrzy na piękna zbroje, magiczną szatę, cherem kobiet, królestwa i bogactwa i mówi: "Kurwa, zjebałem".




Ja jestem tym śmiałkiem. Zjebałem. Zjebałem na całej linii. Najdziwniejsze jest to, że dowcip znam od zawsze, jak sięgam pamięcią, to mój popisowy numer, uwielbiam go, zawsze mnie śmieszył, opowiadałem go setki razy, ba sobie go czasami opowiadam. Ale teraz mi się chce płakać. Dokładnie jak ten złodziej, w czasie kiedy inni realizowali swoje marzenia, ja kurwa zajmowałem się jakimiś pierdołami. 

Nie mam rodziny. Zainwestowałem swoje emocje ostatnich kilka lat w związek i wychowanie dziecka, które nigdy nie było moje i nie będzie. Mimo że wiedziałem, że to bez sensu, bo wiedziałem, że nie będziemy razem. Ja pierdole. Czasami jak z córką odrabialiśmy lekcje, to chciałem ją pierdolnąć w te jej łepetynę — teraz sam siebie pierdolnąłem. Uważam, że nie byłem idealnym tatą, ale mieliśmy swoje chwile i wiem, że wywarłem na nią bardzo ważny wpływ. Te kilka lat razem trafiło na bardzo ważny okres jej życie, w którym potrzebowała mnie i to najważniejsze zadanie zrobiłem. Jestem naprawdę dumny z siebie. Wiem życiu, nie popadnie w patologię. Jest mocna, poradzi sobie z wieloma rzeczami. Ma 13 lat i już zarabia na robieniu prostych stron internetowych. To ja ją tego nauczyłem. Ale teraz nic z tego nie mam. Nie będę patrzył, jak wkracza w dorosłość, jak się zakochuje, rozwija zawodowo, duchowo, intelektualnie, kulturowo, zakłada własną rodzinę i nie będę bawił się z wnukami. 
Nie dokonałem cudu czy coś, nie odpierdoliłem zajebiście dobrej roboty. Ale oceniam się na dobre 3+. Przypomnę, że porównujemy tu do opcji, w której ktoś w ogóle nie chodzi do szkoły (rozumiecie metaforę?)

Nie mam majątku. Mieliśmy mieszkanie. Ona oczywiście zarabiała więcej. Ja się składałem jakieś 40% do budżetu domowego, chociaż to trudno wyliczyć. Żona zabierała cała moją kasę i wydzielała mi na rozrywkę i jedzenie w pracy, a potem ona płaciła wszystkie rachunki i zajmowała się ogólnie budżetem domowym. Wygodne dla mnie, ale... nie róbcie tak.  
Czasami traciłem pracę i wtedy przez miesiąc nie było kasy. Albo zarabiałem mniej. To pewnie obniży ten procentowy udział w budżecie domowym. Ale z drugiej strony żonka miała inny standard życia: jedzenie na mieście, zdrowe jedzenie (szacuje, że wydawała na jedzenie w pracy 3 4 razy więcej niż ja), masaże, psycholog, sporo też wydawała na leczenie i lekarstwa. Więc ona więcej wydawała na swoje życie z "naszego" budżetu rodzinnego. Dlatego trudno to wyliczyć. Ale przyjmijmy pesymistyczne obliczenia, że dokładałem, się do budżetu w 30%. A to oznacza, że dołożyłem się do spłaty kredytu 35 tysięcy. Nie mam tej kasy. Nic nie ma. Nie mam mebli. Mam prawie 40 lat i przez całe moje życie nie zebrałem żadnego majątku. Nie mam oszczędności.  

Nie mam więzi. Przez to małżeństwo mam dalej do swojej rodziny. Mam słabe relacje z kolegami. Mam w sumie jednego przyjaciela, ale cała reszta świata to nawet nie są koledzy. Znajomi bardziej. No nie jestem jakimś kurwa towarzyskim gościem. Kiedyś byłem. Ale przez ostatnie lata budowałem relacje z córką. No i teraz jestem sam. Sam. 

[dramatyczna przerwa]

Samotny goły facet. 

[druga dramatyczna przerwa]

Ale wiecie co? No właśnie... nic nie mam. Nic nie mam! Nic mi nie ciąży. Nie mam bagaży i nie mam problemów. Jestem wolny. Czuje się lekki i przejrzysty. 

Albo... to jakiś pojebany antydepresyjny mechanizm obronny mojego mózgu. 

sobota, 19 października 2019

Jestem ćmą

Noż Kurwa Mać!
Ja pierdole jakie to wszystko jest popierdolone.

Krótkie streszczenie: do 21 roku życia byłem super nieśmiały. Dopiero jak naczytałem się poradników o NLP nabrałem pewności siebie i BOOM - poderwałem najfajniejszą laskę na uczelni. Była w końcu modelką i to nie byle jaką. W tamtych czasach dobre modelki dostawały kontrakt zagraniczny. Agencja opłacała mieszkanie w Paryżu i umawiała im sesje zdjęciowe i pokazy mody. Wysłali ją tam gdy miała 15 lat. Mieszkała z drugą koleżanką i fotografem, który wtedy był w moim wieku a teraz jest pewnie zdziadziałym staruchem.  Zaciągnął ją do swojego pokoju i przeleciał. A potem kolejny raz i kolejny. I tak przez kilka miesięcy kontraktu gwałcił 15 letnią polkę, moją przyszłą narzeczoną, która nie potrafiła nic w tej sytuacji zrobić.

Spędziliśmy ze sobą 8 lat.

Potem wiecie co się działo bo zacząłem tego bloga. Poznałem moją obecną (jeszcze) żonę. Kiedy zaczynało między nami być dobrze (mniej więcej jak przestałem pisać na tym blogu) odwiedziła swojego obecnego chłopaka z którym kręciła aby mu oznajmić ze z nimi koniec. On był bardzo wyrozumiały, dał jej pigułkę gwałtu i ją, kurwa, przeleciał. Zerżnął ją. Moją przyszłą żonę. Dowiedziałem się o tym kilka tygodni później.

Rozpaczy nie było końca przez kolejnych kilka lat.

A teraz co? Rozwodzę się i poznaje nowe dziewczyny. I jest taka jedna, którą nazywam arabską księżniczką. Jej rodzina kiedyś miała sporo władzy więc nazwa adekwatna sobie pomyślałem. Romantycznie i egzotycznie. Dokładnie tak jak lubię. Jest muzułmanką ale niezbyt wierzącą. Mi to odpowiada ale pewnej grupie religijnych fanatyków się to nie podobało więc ją grupowo zgwałcili.

KURWA!

Po pierwsze - co się dzieje z tym światem?! Żygać mi się chce. Jestem fajnym facetem i nigdy w życiu nie spotkało mnie nic strasznego. Dlaczego tyke zła musi być na tym globie.
Po drugie - czy ja mam jakieś zboczenie? Mam jakiś radar zgwałconych lasek i kręci mnie jak strzałka radaru wychodzi poza skalę? Czy mnie pojebało?

Każda jedna laska na które mi zależało w życiu miała jakieś traumatyczne przeżycia przez co ma nasrane w głowie i zasrywa swoim psychogównem moje życie, a ja jak jakiś pierdolony fekalista taplam się w tym wszystkim. Kocham moją arabską piękność. Chce z nią być. Chce mieć z nią dzieci.

Kurwa...

wtorek, 2 sierpnia 2016

Ja jebe

Depresji nie ma. Tak samo jak kasy, seksu i radości.

Kasa
Ona bierze wszystko i kontroluje rachunki. Ja mam tego nie robić bo zapominam. I huj - ma racje. Nie wychowano mnie żebym się na kasie znał. W rodzinie nigdy dużej kasy nie było. Ojciec rzemieślnik na wsi a matka pani domu. Jak pewnie zauważyliście mam problem z pisaniem poprawie. Walę byki, orty i pomijam przecinki. Zbyt bystry to też chyba nie jestem. Zobaczcie jakie to sprytne. ona bierze cała wypłatę a potem przelewa mi na jedzenie do pracy, na zabawę, na bilety i takie tam. Pod koniec miesiąca i tak kasa na bilety idzie na jedzenie. Nie zarabiamy za dużo ale ona zdrowo się odżywia więc kupujemy te droższe mięsa, chleby po 5zł i avocado. Naturalne soki, ksylitor i stewię. Nie powiem - smaczne, głowa mnie nie boli i zgagi nie ma, ale kasy też nie mam.
Kto ma kasę ten kontroluje sytuację. Zasada sprawdza się w opisywaniu świata i mojego dwupokojowego mieszkania z piwnicą. Ale to nie jest najgorsze. Jak masz sytuację jaką masz to możesz przynajmniej ją jakoś przyjść i zaakceptować. Ale kurwa jak masz karę na "rozrywkę" a żona Ci marudzi że nie ma kwiatów, że jej nigdzie nie zabierasz, że nie kupujesz nic do domu to bierzesz ten rozrywkowy budżet i kupujesz taneczne kolorowe kwiaty dla żony dla swojej rozrywki, kupujesz długometrażową deskę do prasowania na głupie godziny przyjemności i załatwiasz jeszcze sratkę na której uśmiechasz się jak żona wypomina Ci jaka to wielka rzadkość, jakie to niesamowite że w końcu coś zrobiłeś, że tylko raz w życiu była na randce...
Wielbi ubaw po pachy z tym rozrywkowym budżetem. Boki zrywać normalnie. Koń padł ze śmiechu jak mu to opowiedziałem. Wyciągnął kopyta i walnął w kalendarz.

Seks
Nie staje mi. No i co ja zrobię? Po prostu czasami nie staje i już. Sobie myślę "normalne, zdarza się, jesteś stary, źle się odżywiasz, nie ćwiczysz to... nie staje". Nie jest z czego się śmiać i radować ale też nie była to dla mnie tagedia. Do czasu kiedy ona nie zaczeła wpędzać mnie w poczucie winy za nie udany seks. Zakrywa swoje ciało i mówi że wie że jest przydka, ze jest nie podniecająca, nie atrakcyjna, że pewnie teraz oglądam się za młodszymi jędrniejszymi ze starczacymi cycuszkami i miękką gładką pupą... (te ostatnie to sam dodałem bo się rozkręciłem).
No to się biorę za siebię, głodzę, podniecam i głodzę, wszystko po to aby udownidnić jej że to nie tak, że mnie podnieca (bo tak jest). i wtedy mamy seks taki że pół mieszkania eksploduje. I czy jest wtedy dobrze? nie... je normlanie do czasu kiedy mi następnym razem nie opadnie.
Każde podejście to stress napięcie i... i zygać mi się chcę. Normalnie zdrowo mam ochotę ją obrzygać i utaplać w moich wymiocinach.

Swoja drogą to jestem kurde facetem i tak - mam ochotę na młode jędrne ciałko. Aż mnie coś skręca na samą myśl. Jak starą, wysniętą brudną szmatę z której podczas wyżymania jednak kilka kropel słodkiego soku wypływa. O tak! Wziąłbym jakaś młodą lekką, drobną mała błękitnooką i wystraszoną i ostro zerżną.
Tak sobie gadam. W blogu każdy odważny. Pewnie bym tak nie zrobił. Jestem lojalny i wierny. Tylko kurwa nie wiem dlaczego. W pracy jest jedna laska której się podobam. Kiedy to pisze to sobie na nią patrzę. Ech...

Radość
Nie mam. Seks to sobie chociaż wyobrażę i zobaczę na video. A radości to sobie nawet nie wyobrażam już.

piątek, 15 sierpnia 2014

Żona, dziecko, pies

Mam wszystko. Piękną żonę, sprytną latorośl, głupiego psa, mieszkanie i kredyt, nudną pracę, obowiązki domowe, depresję i leki. 
Wstaje jako pierwszy, szykuje dziecko do szkoły, ide po zakupy i robię śniadanie, sprzątam po śniadaniu, budze żonę i idę odporwadzić dzieciaka do szkołu pod drodze do pracy. Potem się reklasuje zapierdalając jak dziki wół słuchając osłów którzy mówią mi co mam robić i na kiedy. Wracam, odbieram dzieciaka, robię jedzenie, sprzątam, wychodze po żonę do sklepu i niosę zakupy, pilnuje aby dziecko się wykompało i poszło spać, masuję żonę, robię jej jedzenie i cherbatkę a potem tulę ją do snu.
Porzuciłem swoje hobby, zainteresowania i znajomych których ona nie za bardzo lubiła. Oddaliłem się od swojej rodziny która według niej jej nie lubi.
Mam zdiagnozowaną depresję na którą biorę lęki. Kiedy pomyślę co by się stało gdybym tych leków nie brał to myślę że powinni mi jeszcze przepisać coś na stany lękowe. Nie umiem być już szczęśliwy.
Żona z resztą też ma depresje. Miała ciężkie dzieciństwo i ciężkie życie a teraz ma ciężką pracę i najwyraźniej ciężkie życie zemną. Wraca zmęczona i nie ma na nic siły. Seks raz w mięsiacu i szczeże mówiąc walenie konia daje mi więcej radości.
Codziennie zadaje sobie pytanie "WTF! Co ja kurwa robię?! Dokąd ja idę?! Co ja robię ze swoim życiem?!" a potem idę dalej tam gdzie idę. Boli mnie głowa.
Dlaczego zostawiłem drzwi otwarte od szafy rano? dlaczego nie wyrzuciłem opakowania po jogurcie po śniadaniu? Kiedy wyniosę śmieci? Dlaczego nie odbierasz kiedy jesteś w pracy? Dlaczego dziecko nie miało czapki i bluzy do szkoły przecież jest 17 stopni? Dlaczego zapomniałem o zajęciach dodatkowych? Mówiłam że masz mi wysłać pliki - gdzie one są? Dlaczego ty ciągle o czymś zapominasz? Już od 5 dni nie robiłeś mi masażu. Znowu zostawiłeś włączone światło. pasta do zębów lepiej jak będzie stała po prawej stronie zlewu. Dlaczego ty nigdy nie odkładasz rzeczy na swoje miejsce? Jak ty się ubrałes?
Jestem brzydka, jestem gruba, nie patrz na mnie, nie dotykaj mnie. 
Ostatnio natrafiłem na taki blog:
http://koniectoksycznych.blogspot.com/2013/12/jak-toksyczna-kobieta-robi-ci-pranie.html

Płakałem gdy go przeczytałem.

Tak w ogóle to ostatnio często płacze. Nigdy nie płakałem. Nawet po śmierci taty jedynie chlipałem. Żona potrzefi bez proglemu wytrącić mnie ze stabilności emocjonalnej. Wystarczy że powie że jej nie kocham, że myslę tylko o sobie, że ją olewam, że mam ją gdzieś, że ją okłamuje, że jej nie wierzę, że jej nie szanuje... Dysproporcja pomiędzy tym co ja słyszę a tym co czuję powoduje rozdarcie które rozrywa mnie na strzepy. tracę grunt pod nogami i zapadam się. Czuje się jak bity pies.

Moja żona jest szalenie inteligentna. Mam na myśli IQ. Należy do mensy i ma pracę która budzi podziw. Wykorzystyje tę inteligencję w naszych rozmowach. Nie powiem kłutniach bo to wymagałoby dwuch stron a tymczasem ogranicza się to obrzucania mnie argumentami i retoryką przy której pozostaje mi rozłożyć ręce i zwiesić głowę. A zaraz potem oberwać za to, że się nie odzywam.

Zawsze wszystko źle.

Zjebałem.

czwartek, 1 listopada 2012

Zakochałem się cz.2

Dałem sobie spokój z Dorotą. Powiedziała że interesują ją tylko hobby, okazała się mało przebojowa i miała fajnego faceta Piotra. Sprawa prosta. Idziemy dalej.

Ten blog tego nie oddaje bo pisze nie chronologicznie. To miała być kolejna zmyła dla tych którzy próbowali by ustalić czy ja to ja. Bo w zasadzie to właśnie wtedy jeszcze bardziej rozwijałem związek z Ulą. Więc jak widać nie cierpiałem po Dorocie.

Nie dawała mi jednak spokoju. Bardzo lubiła kiedy u niej nocowałem. Teraz wydaje mi się to oczywiste ale musicie zrozumieć że mój rodzinny dom był tzw domem otwartym. Wchodziło się do niego bez pukania i często mieliśmy gości którzy u nas nocowali. Nocowanie u kogoś to dla mnie rzecz bardzo normalna. Propozycja Doroty aby nocować po naszym spotkaniu hobbystycznym wydawała się sensowna bo wracanie nocnym autobusem to jakaś masakra. Z reszta ona wtedy z Piotrem kręciła a Piotr kręcił się wokół niej.

Ale tak prosto nie było...

Przesłanki mówiące o tym że Dorcia coś może mieć do mnie pojawiały się coraz gęściej i częściej. Wspomniane nocowanie to był tylko początek. Zmartwiała się jak powiedziałem że słabo spałem tej nocy. Cieszyła kiedy po drugiej powiedziałem że wyspałem się bardzo. Często mnie zagadywała i "dodawała" do trwającej rozmowy pytając co ja o tym myślę. Zrobiła mi kanapki. Była bardzo miała zawsze. Na Facebooku żaliła mi się że najgorsze jest zimne łóżko nocą. Podczas naszych spotkań pod pretekstem (prawdziwym) słabego krążenia i potrzeby trzymania nóg w górze położyła je na mojej nodze. Zrobiła mi masaż ręki jak się stresowałem.
Ja ze swojej strony starałem się ze wszystkich sił ignorować ją a nawet zniechęcać. Często się z nią nie zgadzałem w rozmowie, śmiało mówiłem że się nie wyspałem. Nie chwaliłem jej jedzenia które robiła. W dyskusjach ignorowałem się a nawet wchodziłem w jej słowo. Unikałem kontaktu fizycznego. Wszystko na marne.

Lubię pracować z ludźmi z którymi dzielę wspólne pasje. Więc jak dostałem spore zlecenie stworzenia serwisu odezwałem się do Doroty z ofertą współpracy. Przystała na to. Wysłałem jej specyfikacje i po woli zaczęliśmy robić. Początkowo dość powoli. Ale potem pojawiły się komplikacje bo specyfikacja okazała się nie właściwa i trzeba było robić nocki aby zdążyć ze wszystkim. Więc jeździłem do Doroty i robiliśmy razem.

Był pewien wieczór który zaczął się tym że Dorota powiedziała że nie jest już z Piotrem a zakończył tym że powiedziałem jej "Podobasz mi się". Ale jak to dokładnie było opisze wam innym razem.

środa, 31 października 2012

Jak się zakochałem

To nie była strzała kupidyna. To była raczej laska dynamitu którą kupidyn wsadził mi głęboko w gardło i zdetonował rozrywając na strzępy. Tak jak zima zaskakuje drogowców tak mnie zaskoczył łopotanie stalowego motyla w mojej klatce piersiowej. Nie planowałem tego, nie chciałem tak, ba! chciałem inaczej ale wyszło jak zwykle  w komediach romantycznych że w końcu ten i ta spotykają się w żarze uczuć.

Jeśli po przeczytaniu tego posta porzygacie się tęczą to i tak będziecie w lepszym stanie niż ja. Poczytajcie wcześniejsze posty pełne pragmatyzmu, zimnej logiki, chamstwa i nieprzyzwoitości. pomyślcie jak ja się czułem kiedy to wszystko się działo. Czułem się jak komiksowa postać Lobo którą ktoś narysował w komiksie dla nastolatek.

Dorota napisała do mnie na Badoo "Cześć - jakie książki SF i Fantasy czytasz?" a może raczej "Cześć - jakiej marki tory używasz na swojej makiecie?". Dorota ma bardzo atrakcyjna fotkę i interesuje się tym samym hobby co ja na wystarczająco wysokim poziomie aby zadawać pytania sensowne a nie z czapy. Patrzę dalej i w profilu czytam że ona faktycznie się tym pasjonuje. PASJONUJE. A potem patrzę na kolejne atrakcyjne fotki - naprawdę gorąca laska. Myślę sobie "O mój boże jaka zajebista laska, o bardzo podobnych zainteresowaniach pisze do mnie. Czy ja się śnię? Czy to się naprawdę dzieje? To wspaniale, to cudownie, niesamowite, zjawiskowe, niepowtarzalne i unikatowe." Niestety moje palce w tym czasie jedyne co potrafiły wystukać na klawiaturze to "omg". To był tak klasyk w którym super atrakcyjna dziewczyna podchodzi do zwykłego chłopaka i pyta o coś a ten zapomina języka w gębie i jedynie się gapi i ślini. Z tym, że ja miałem taką onlinową wersję. Potem pogadaliśmy trochę i umówiliśmy na spotkanie hobbystyczne. Podkreśliła w rozmowie coś co miała w profilu napisane co początkowo olałem "nie interesują mnie randki dostatecznie dobrze sobie radze offline". Jej faktycznie chodziło o to aby dzięki badoo znaleźć ludzi o podobnych zainteresowaniach. Dziwna to praktyka. Potem jeszcze raz w rozmowie powiedziała że "tylko litaratura". No i chuj - smutno sobie pomyślałem - taka fajna laska...

Dorota jest wysoka, ma słowiańską urodę, poliki, rudawe włosy, wielgachne zielone oczy z białkami oczu lekko błękitnymi. Nie jest gruba ale nie jest też przeraźliwie chuda. Dba o siebie, i ma delikatnie zarysowane mięśnie. Ubiera się tak jak lubię: krótkie spodenki, wysokie skórzane buty lub wygodne buty z podkolanówkami i rajstopami. Obcisłe bluzeczki i obfity biust. Przy biuście na chwilę się zatrzymam bo jest bardzo ważny. Dorota ma duży, seksowny i wyraźnie podkreślony przez właścicielkę biust. To taki klasyczny duży biust sekretarki. Generalnie Dorota należy do tej grupy kobiet które nie musza się starać aby wokół niej zbierała się chmara facetów. Zwykle tych niewłaściwych facetów.

Nasze wspólne pasje wymagają regularnych spotkań. A, że Dorota z góry ustaliła relacje między nami stwierdziłem że będzie lepiej jeśli ja nie polubię. Było trudno, byłem niemiły, ignorowałem ją i docinałem czasami. Ostatecznie zaczęła spotykać z Piotrem. Piotr, wysoki, szpakowaty, twarz podziobana i mocno przerzedzone włosy ale za to z charyzmą i mocą. Mówi głośno, zagarnia uwagę dla siebie, raczej wydaje polecenia niż prosi. Zwykle dostaje to czego chce, twardy w obyciu, konsekwentny, władczy i despotyczny. Też poznała go na Badoo. Było też kilku innych kolesi... też poznanych na badoo. Poczułem się jak na jakimś pieprzonym castingu. Mimo wszystko miałem jeszcze nadzieję która jednak prysła po krótkie rozmowie.
- Słuchaj, nie jestem pewien co do idei tych spotkań literackich. Chodzi o to, że to są sami faceci z serwisu randkowego i w sumie czuje się na jakimś castingu. Wiem że ustaliłaś relację że tylko hobby i mi to odpowiada ale wydaje mi się, że będzie kwas .
- Nie będzie - odpowiedziała spokojnie - Ja teraz jestem z Piotrem i wszyscy wiedzą że z nim jestem więc nie będzie problemów.
- Jak to się stało że on wygrał casting?
- Po pierwsze to nie casting a po drugie to Piotr nalegał abym z nim chodziła więc uległam.

WTF? Że kurwa co?! Nalegał??? Wtedy stwierdziłem że to jakaś skończona kretynka. Wtedy stwierdziłem że właśnie się czegoś dowiedziałem na temat tego czego szukam. Nie szukam dziewczyny która ulega. Szukam kogoś kto będzie miał swoje zdanie i swoją opinię na temat tworzenia wspólnie związku. Szukam kogoś kto będzie dla mnie partnerem w budowaniu relacji a nie biernym odbiorca moich poleceń.

W sumie wybór pasował. Piotr daje poczucie bezpieczeństwa i pewność. To typ jebaki który bierze, nudzi się i zostawia ale z drugiej strony daje to cholerne poczucie bezpieczeństwa na które laski tak lecą. A Dorota wydaje się być dziewczyną która cholernie tego potrzebuje. Więc miało to sens. Piotra sam polubiłem więc się nie wtrącałem.

---------
hej - historia rozwoju miłości pomiędzy mną a Dorotą trochę się dłuży. Chyba resztę opowiem innym razem.